Menu

Anna Cichosz – projektantka Pierwszej Damy

Podczas ostatniej gali Magazynu VIP mieliśmy okazję zobaczyć najnowszą kolekcję jej ubrań, która zachwyciła gości. Jej projekty to nie przebrania tylko ubrania, co w dzisiejszej szalonej rzeczywistości jest rzadkie. Tkaniny, z których wykonane są kreacje i te codzienne, i wieczorowe to też klasa i rasa. A projektantka nie przestaje pracować dniem i nocą oraz marzyć o kolejnych udanych dziełach, które odmieniają zarówno kobiety, które ubiera, jak i jej życie.

Pani Aniu, wróćmy do przesości, choć w pani młodym wieku to podróż krótka. Jak zaczęła się pani modowa przygoda i co widać na pokazach pasja?

Anna Cichosz: Projektuję ubrania odkąd sięgam pamięcią. Już jako mała dziewczynka szyłam bardzo skomplikowane stroje dla swoich lalek. Później, już jako nastolatka, nie tylko szyłam, lecz także zaczęłam przenosić moje pomysły i artystyczne wizje na pierwsze, początkowo nieudolne, rysunki. Robiłam ich całą masę, aż w końcu zaczęły przypominać profesjonalne rysunki żurnalowe. Pasja do projektowania nie opuszczała mnie także na dalszych etapach życia. Już jako dorosła dziewczyna projektowałam i szyłam dla siebie. Niezmiernie rzadko kupowałam ubrania w sklepach. W zasadzie od tamtej pory wiedziałam, że to moje przeznaczenie – kochałam buszować w sklepach z materiałami, dobierać dodatki, myśleć o konstrukcji ubrań, by jak najlepiej leżały na trójwymiarowej sylwetce. Całymi nocami nie spałam, zastanawiając się nad kolejnymi projektami. Naprawdę uwielbiam to robić!

Mimo umiejętności artystycznych, o których przekonywali mnie także inni, od zawsze twardo stąpam po ziemi. Nic nigdy nie spadało mi z nieba, wszystko było efektem mojej pracy. Podświadomie wiedziałam, że muszę najpierw zarobić na to moje marzenie o projektowaniu i o karierze w zawodzie projektanta. Muszę przyznać, że początki były dla mnie, jak dla każdego projektanta, który nie ma za sobą wielomilionowego budżetu rodziców (śmiech) po prostu bardzo trudne. Ciężko jest się utrzymać z projektowania, a jeszcze ciężej jest się przebić. To dlatego tak wielu młodych ludzi w tym zawodzie się zniechęca, nawet gdy mają talent i wyobraźnię artystyczną. Ja się nie zniechęcałam, ale czekałam na właściwy moment. Dziś żałuję, że nadszedł tak późno, bo był to rok 2009. Wtedy powstała moja pierwsza kolekcja pt. ,,Demonic”, która okazała się sukcesem. Na uczelni, w prestiżowych Krakowskich Szkołach Artystycznych, obroniłam ją na 6, co dodało mi siłę do dalszych, już bardziej profesjonalnych działań.

Moja pierwsza kolekcja nie była łatwa. To była od początku do końca szalenie artystyczna, bardzo sesyjna praca. Do dziś mam ją w swoim atelier na pamiątkę, również dlatego, że styliści nadal lubią wykorzystywać jej elementy we współczesnych sesjach, co oznacza, że w pewnym sensie ta kolekcja wyprzedziła swoją epokę.

Potem były następne kolekcje i następne… Każda spotykała się z coraz lepszym przyjęciem, a ja powoli uświadamiałam sobie i w końcu uwierzyłam, że z tego, co robię, mogę uczynić swój zawód i właśnie to chciałabym robić do końca życia. Ostatnia kolekcja, prezentowana właśnie podczas Gali VIP, została uszyta na sezon jesień/zima 2018/19. Nietypowo dla rynku mody, została zaprezentowana nie tylko na modelkach, które na co dzień chodzą w pokazach, lecz także na cenionych gwiazdach, które uczyniły mi tę przyjemność i wcieliły się w rolę modelek. Sylwia Wysocka, Ewa Pacuła i inne fantastyczne kobiety tego wieczoru oczarowały publiczność. W nowej kolekcji Silver Moon jest dużo błysku, przejawia się fascynacja latami 80., które miło wspominam z perspektywy dziecka. Jest to kolekcja która uwzględnia wszystkie potrzeby kobiet – od ubrań do noszenia na co dzień po suknie wieczorowe i sceniczne, co w moim przypadku jest novum, bo uwielbiam tworzyć głównie spektakularne stroje.

Ubiera pani nie tylko kobiety biznesu i aktorki. Można powiedzieć, że szyje pani na miarę dla p, które cenią sobie elegancję i wygodę. Ta praca to nie tylko pomysły, lecz także energia, której pani nie brakuje. Co w pani pracy jest najtrudniejsze? Jednocześnie oprócz pracy jest przecież życie rodzinne, a to też wyzwanie. Jak udaje się to wszystko połączyć?

Anna Cichosz: Nie lubię kategoryzacji – w pracy projektanta to niewskazane, ale jest kilka typów kobiet, które pokochały moje projekty i dla których w jakieś mierze podświadomie najczęściej projektuję. Zwykle tworzę dla kobiet pewnych siebie, które wiedzą, czego chcą, a przede wszystkim są świadome swojej wartości. Moje klientki to panie w wieku od 26 do 70 lat. To bardzo duża rozpiętość wieku, bo to nie wiek, ale charakter moich projektów definiuje odbiorców. Osobiście uwielbiam kobiety w wieku 40+, które lubią dobrze wyglądać i bawią się modą, ale bardzo lubię rozmawiać ze wszystkimi moimi klientkami, poznawać je, poznawać ich ciało z atutami i mankamentami. Przy okazji spotkań wspólnie ustalamy z klientką, co warto pokazać, tworząc kreację, a co powinnyśmy przysłonić. Innymi słowy, w moim atelier króluje złota zasada: ekspozycja plus umiarkowany kamuflaż. Dopiero po tym etapie wzajemnego poznania jako projektant jestem gotowa, by tworzyć z moim zespołem indywidualną kreację.

Jak widać, nie traktuję klientek sztampowo i podchodzę do każdej osoby bardzo indywidualnie. To oczywiście sprawia, że projektowanie staje się procesem nieco rozciągniętym w czasie, ale wartym zachodu. Efekt końcowy jest zawsze spektakularny, o czym zapewniają mnie same klientki. Wszystko dlatego, że udaje się dopasować strój do charakteru osoby, okazji, na którą strój jest potrzebny, i do typu sylwetki. Gorzej, jeśli musimy stworzyć kreację jedynie w 7 dni – z projektem, z uszyciem, z poprawkami idealnie dopasowującymi strój do ciała klientki, a i tak się zdarza. Wtedy trzeba się poddać szaleństwu i pracować na najwyższych obrotach. To bardzo twórcze, ale i lekko stresujące. Na szczęście kocham ten stres. Uwielbiam też wtedy efekty końcowe, które często mile mnie zaskakują. Tak, tak. Zaskakują. Ciało ludzkie potrafi przechodzić metamorfozę, dotyczy to zwłaszcza kobiet. Gdy kreacja jest gotowa, a kobieta staje w niej przed lustrem, zmienia się! Widzę wtedy, jak promienieje, jak radość z tego, że za chwilę wyjdzie z mojej pracowni z wymarzoną sukienką, zwyczajnie poprawia rysy, odmładza, sprawia, że kobieta jest piękniejsza.

Zapytała pani o rodzinę. Niestety rodzina na tym cierpi. Jest mi z tym ciężko, jako mamie dwóch fantastycznych córek, które ogromnie kocham, i żonie wspaniałego męża. Zawsze sobie powtarzam, że po wyjściu z pracy nie będę jej przynosiła do domu, ale niestety tak nie jest i jeszcze mi się nie udało tego zrealizować. Najgorzej jest przed pokazami. Presja czasu jest ogromna, wiele projektów trzeba nie tylko zaprojektować, ale też odszyć, przymierzyć, poprawić i wtedy dzieje się to kosztem życia rodzinnego. Mam wielkie szczęście, że moja rodzina widzi, że projektowanie jest moją pasją i chociaż jest im ciężko, wspierają mnie w mojej miłości do tworzenia pięknych rzeczy.

Jak pani wypoczywa? Jak można wprowadzić harmonię życia rodzinnego w połączeniu z tak trudną i kreatywną pracą?

Anna Cichosz: Tak naprawdę wypoczywam na wyjazdach. Tych bliższych i tych dalszych, planowanych zwykle ad hoc, gdy czas pozwoli. Staramy się wyjeżdżać z rodziną jak najczęściej, aby pobyć razem, nacieszyć się sobą. To ważne, by nie zatracić kontaktu, nie zerwać więzi. Jestem bardzo rodzinną osobą i staram się łapać te krótkie wspólne chwile, na ile czas pozwala, i pielęgnować relacje. W Warszawie pomiędzy pracą a domem jestem cały czas nakręcona. Śmieję się, że czasem troszkę obsesyjnie, wydaje mi się, że nie mogę zwolnić, że coś przegapię, o czymś zapomnę, czegoś nie dopilnuję. W pracy nauczyłam się żyć i tworzyć pod presją czasu. I dobrze mi z tym. Zwalniam jedynie podczas wyjazdów. Przełączam się na wolniejszy bieg i potrafię z dnia na dzień przejść na „tryb relaks”. Dzięki tej łatwości przełączania z jednego trybu na drugi szybko się regeneruję. Niestety chwilę mi zajmuje powrót do rzeczywistości, ale kto tak nie ma?

Jak wygląda szafa Ani Cichosz?

Anna CichoszW obecnej chwili strasznie. Jestem typem zbieracza i uwielbiam co chwila mieć coś nowego. W efekcie rzeczy stale przybywa, są momenty, że nie pamiętam, co kryje moja szafa. Mam ubrania, których ani razu nie założyłam, i gdy natrafiam na nie, jestem mile zaskoczona. Jak każda prawdziwa kobieta uwielbiam nowe rzeczy, przymiarki, zabawę z konstrukcją, dobieranie tkanin, dodatków, zarówno tych tekstylnych, jak i innych. I oczywiście zawsze czekam na końcowy efekt wow! To naprawdę świetna zabawa.

Jakie słabości ma Ania Cichosz, bo sadząc po sylwetce, nie są to słodycze?

Anna Cichosz: Trafiłaś w czuły punkt. Tych słabości jest całkiem sporo, a przynajmniej tak mi się wydaje. Może ciut wyolbrzymiam –jak każda prawdziwa kobieta. (śmiech) Jak każda kobieta walczę z własnymi słabościami, a dla manie jest to nocne życie i jego konsekwencje. Ze względu na małe dzieci, na tempo każdego dnia, na natłok różnych spraw i konieczność – jak każdy szef firmy – odbywania dziesiątków spotkań musiałam z 24 godzin, jakie ma doba, „wykroić” sobie kawałek dla siebie. To już wręcz przyzwyczajenie, że o pierwszej w nocy nie śpię, tworząc kolejną kreację.

Uwielbiam pracować nocą, wtedy mam czas tylko dla siebie i spokój – dzieci śpią, a ja mogę oddać się w całości pracy twórczej lub po prostu przejrzeć korespondencję, dokumenty, bo, jak wiadomo, projektowanie jest zaledwie małym elementem rozwijania własnej marki odzieżowej. Lwia część to kwestie prawne, księgowe, dokumentacyjne. Ich pilnowanie jest równie ważne jak praca nad projektami. Kto tego nie wie, zwyczajnie po jakimś czasie – jeśli nie ma sztabu ludzi do pomocy – wpadnie w tarapaty finansowe albo odezwie się do niego urząd skarbowy albo ZUS. Ja staram się pilnować wszystkiego, otaczać się mądrymi ludźmi, którzy mi pomagają, ale to i tak praca non stop, najczęściej właśnie w nocy.

Jeśli chodzi o moje inne słabości, to ostatnio postanowiłam zrzucić zbędne kilogramy, ale to istna walka z wiatrakami. (śmiech) Pilnowanie diety, regularne ćwiczenia i ciągła samokontrola wydają mi się niezwykle trudne do wykonania przy moim bardzo intensywnym trybie życia. Ale próbuję. Wróćmy do tej rozmowy za jakiś czas. Będzie to dla mnie dodatkowa motywacja.

Nasz polski świat mody jest trudny, panuje duża konkurencja, a pani udało się zaistnieć poza krajem. Blaski i cienie tej pracy zaskakują?

Anna Cichosz: To prawda, rynek mody nie należy do łatwych, zwłaszcza polski, na którym jest stosunkowo mało ludzi – nie jesteśmy dużym krajem jak USA czy Rosja. Poza tym nie należymy do bardzo bogatych społeczeństw, gdzie kupowanie ubrań od projektantów jest powszechniejsze. Ubrania od projektanta to wciąż luksus, chociaż w moim atelier staram się projektować kolekcje w kliku wariantach cenowych – i te z bardziej luksusowych materiałów, szytych i wyszywanych ręcznie, i te mniej pracochłonne, na które stać więcej osób. Im dłużej jestem w branży, tym bardziej odkrywam, że jest coraz więcej dziedzin, na których powinnam się znać. Nie tylko prawo, podatki, kwestie związane z wynajmem nieruchomości, ale też inne, ciągle inne.

 Klasyczne pytanie, ale bardzo życiowe. Czego można pani życzyć, oczywiście oprócz zdrowia dla pani i pani bliskich? Czy ma pani jakieś marzenia, które można przekuć w rzeczywistość?

Anna CichoszZawsze marzyłam, żeby ubierać gwiazdy, i to marzenie spełnia się już od kilku lat. Chciałabym ubierać gwiazdy, bo – już jakiś czas temu zauważyłam, że wiele z nich nie potrafi się dobrze ubrać. Nie wynika to z ich winy. Często mają złych stylistów, którzy nie potrafią podkreślić ich atutów albo zniekształcają ubraniem sylwetkę. Mnie, jako projektanta, to dziwi i boli. Osoby, które osiągnęły w życiu już pewien status i są nazywane gwiazdami, powinny przykładać większą rolę do swojego wyglądu, bo niestety świat jest bardziej wymagający niż kiedyś.

Obowiązuje zasada: jak cię widzą, tak cię piszą. W dobie internetu bardzo łatwo stracić wiele lat ciężkiej pracy przez tak błahą – z pozoru – rzecz, jak źle dobrany strój, który przez nieprzychylną prasę albo przez internautów zostanie skrytykowany. Dlatego z wielką radością ubieram znane osoby, podpowiadam im, z jakich strojów powinny zrezygnować przy swojej sylwetce albo karnacji, a jakie są dla nich stworzone. Później miło mi czytać, gdy któraś z moich „podopiecznych” pojawia się na tzw. ściance i media piszą o niej w samych superlatywach. To znaczy, że moje oko nie zawodzi.

Kolejnym marzeniem jest stworzenie silnej i rozpoznawalnej marki. Myślę, że jestem na pierwszym etapie tej mozolnej pracy, jednak wiem, jak ważni są ludzie, z którymi pracujemy, by to osiągnąć. Cieszę się, że po tylu latach doświadczeń z lepszymi i gorszymi współpracownikami w końcu mam wokół siebie świetnych ludzi i wiem, że teraz wszystko jest możliwe. Dzięki mojemu teamowi udało się zrealizować jedno z moich marzeń, czyli zostać projektantem Pierwszej Damy, pani Agaty Kornhauser-Dudy. Zaprojektowałam i uszyłam dla niej strój zaliczany do najbardziej „hot” ubrań ostatnich miesięcy, czyli kultowy już garnitur, którego jedna połowa była cała w kwiaty, a druga gładka, stonowana. O tym stroju i o przemianie pani prezydentowej napisały chyba wszystkie najbardziej liczące się portale internetowe w Polsce, mówiły o tym rozgłośnie radiowe. To wielka duma, że po raz kolejny mój zmysł artystyczny mnie nie zawiódł. Jednak wiem, że przede mną jeszcze daleka droga. Wiem też, że jestem na nią gotowa i mądrze po niej kroczę, znając cel. Proszę trzymać za mnie kciuki.

____________________

Rozmawiała Lidia Drabarek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2023