Menu
Beata Drzazga

Beata Drzazga – marzenia są po to, żeby je spełniać

Moja praca to bezpośrednia praca z pacjentami, ich rodzinami, moimi pracownikami administracyjnymi w wielu miastach w 11 województwach, z którymi organizujemy opiekę medyczną. Koordynacja tylu placówek, zarówno w sferze medycznej, jak i administracyjnej, biznesowej, jest dużym wyzwaniem, ale wszystko da się zorganizować – mówi Beata Drzazga, założyciel i właściciel firm medycznych BetaMed SA i ApoMed Sp. z o.o., Drzazga Clinic i BetaMed International w Las Vegas oraz salonu mody Dono da Scheggia

Jest pani utytułowaną, wielokrotnie nagradzaną bizneswoman, odnoszącą sukcesy w wielu dziedzinach. Co stoi za pani drogą zawodową, której może pozazdrościć niejedna kobieta marząca o własnym biznesie? Ciężka praca? Szczęście?

Beata Drzazga – Przede wszystkim ciężka praca. W życiu nic samo nie przychodzi. Jeżeli mamy jakąś pasję, musimy konsekwentnie, z zapałem dążyć do tego, żeby związać się z tą dziedziną zawodowo, przekuć fascynację w pracę. Marzenia są po to, by za nimi podążać. Jednocześnie nie można unikać wyzwań i nie można się poddawać w obliczu wizji ciężkiej pracy czy przeszkód. Jeśli mamy cel, na którym nam zależy, jego realizacja jest w naszych rękach. Trzeba tylko znaleźć w sobie odwagę. Niezależnie od tego, co chcemy robić, trzeba być gotowym wziąć na siebie odpowiedzialność za siebie i za innych.

Wybrała pani pracę z osobami chorymi, nad którymi opieka nie jest łatwym zadaniem. Co sprawia, że warto iść tą ścieżką?

Beata Drzazga – Rzeczywiście praca z chorymi nie należy do łatwych, ale już 29 lat temu miałam tego świadomość i chciałam się podjąć tego wyzwania. Jestem szczęśliwa, że się zdecydowałam, bo dzięki tej pracy czuję się spełniona. Zależało mi, żeby pacjent poczuł, że chcemy dać mu bezpieczeństwo, serce, empatię, naszą cierpliwość. To niewiele, a dla nich wystarczająco dużo, żeby mimo cierpienia byli szczęśliwi. Wiem, że to się udaje, bo codziennie widzę uśmiech swoich podopiecznych i doświadczam ich wdzięczności. Nigdy nie interesował mnie powierzchowny kontakt z pacjentem, ograniczający się do minimum. Zawsze chcę chorego otworzyć i dotrzeć jak najgłębiej, żeby nie czuł się zagubiony w procedurach obowiązujących w systemie ochrony zdrowia. Chciałam stworzyć miejsce, gdzie pacjent nie będzie traktowany jak kolejny numerek w kolejce, ale jak człowiek, któremu okazuje się empatię, bo każdy oczekuje poświęcenia mu czasu, uwagi, cierpliwości. Nasz personel mu to daje.

Beata Drzazga

Beata Drzazga

Jak ważna jest w procesie leczenia wartość dodana do opieki medycznej w postaci bliskości? Czy system opieki z ludzką twarzą jest możliwy?

Beata Drzazga – Oczywiście. Ta pozamedyczna sfera opieki nad pacjentem jest niezwykle ważna. Z moimi pracownikami skupiamy się na tym, żeby stworzyć chorym warunki jak najbliższe tym, które mają w domu, i atmosferę, która pozytywnie wpłynie na ich psychikę w trudnym czasie hospitalizacji. Pacjentom, którzy przebywają w domach, dajemy opiekę lekarską, pielęgniarską i rehabilitacyjną oraz duże poczucie bezpieczeństwa i tego, że są dla nas ważni.  Chcemy budować z pacjentami bliskie relacje, być dla nich rodziną. Podczas pobytu w klinice lub w domu mają zapomnieć o chorobie, bólu. Zarówno ja, jak i moi pracownicy, jesteśmy bardzo przywiązani do naszych pacjentów i staramy się dać z siebie jak najwięcej, żeby poczuli, że nam na nich zależy, że nie są pozostawieni sami sobie. Tak się składa, że mamy pod opieką dzieci i młodzież, ale większość chorych stanowią osoby starsze, często samotne, wykluczone ze społeczeństwa. Oni również potrzebują uwagi i zainteresowania. Dlatego dajemy im więcej niż pomoc medyczną – wychodząc naprzeciw ich potrzebom, organizujemy im czas, angażując ich w różnorodne aktywności. Wspólnie tańczymy, śpiewamy, bierzemy udział w zajęciach grupowych, np. plastycznych, rehabilitacyjnych. W ośrodku jest też kościółek, a latem ogród z altankami, a w nich stoły z obrusami w kratkę. Śpiewają nawet ptaszki, które zakupiliśmy, a pacjenci o nie dbają. Posadziliśmy też maliny, agrest, jeżyny i kwiaty. To wszystko przekłada się na ich radość, a ja mam ogromną satysfakcję, że mogę ich uszczęśliwiać w tym trudnym czasie choroby, często w podeszłym wieku, kiedy coraz mniej jest okazji do uśmiechu.

Jakie wymagania stawia pani swoim pracownikom, którzy mają za zadanie budować tę dużą rodzinę?

Beata Drzazga – Klinika ma filie w 11 województwach. Obecnie zatrudniam ponad 3 tys. osób. Począwszy od personelu medycznego po pracowników administracyjnych odpowiedzialnych za koordynację pracy w biurach wszyscy mamy jasny cel i dobrą motywację, żeby jak najpełniej go realizować. Staram się, żeby pracownicy, podobnie jak pacjenci, mieli optymalne warunki, a w efekcie byli zadowoleni, czuli się związani z firmą i utożsamiali się z moimi założeniami i strategią rozwoju firmy. Dbam, żeby mieli zaplecze socjalne, a także liczne udogodnienia, które odciążają ich w pracy z chorymi, niesprawnymi ludźmi, których trzeba dźwigać, przenosić, kąpać. Cały czas obserwuję pracowników i widzę, że moja czułość wobec pacjentów im się udziela. Lekarze, rehabilitanci, pielęgniarki, salowe, terapeuci, ale również kadra zarządzająca, która stanowi mózg firmy i dba, żeby wszystko funkcjonowało jak należy – wszyscy tworzą piękny zespół ludzi, którzy podzielają te same wartości i mają te same priorytety. Nowi pracownicy szybko „nasiąkają” tą atmosferą i stają się częścią naszej wspólnoty. A pacjenci czują z nami więź i chętnie robią sobie z nami zdjęcia, które potem wieszają nad łóżkiem. Takie drobiazgi mają wielkie znaczenie dla obu stron. Osobiście biorę udział w procesie rekrutacji, bo chcę mieć bezpośredni wpływ na to, kogo zatrudniam i kto pracuje z pacjentami. Już po rozmowie jestem w stanie wyczuć, czy ktoś ma empatię, i sprawdzić, czy moja wizja prowadzenia działalności będzie danej osobie bliska. Jeśli od początku nie ma „chemii”, dla mnie to jasny sygnał, że trzeba szukać dalej, bo z tą osobą się nie dogadamy. Staram się stale wymyślać dla pracowników niespodzianki, pozytywnie ich zaskakiwać i odpowiadać na ich potrzeby, aby z radością przychodzili do pracy i nie myśleli o zmianie. Np. z okazji urodzin każdy pracownik ma płatny dzień wolny. Mamy też wiele okazji do integracji i bliższego poznania się po godzinach. To drobiazgi, ale właśnie one wpływają na relacje w firmie, która nie jest tylko miejscem pracy.

Jak zatem widzi pani swoją rolę w firmie, bo już wiemy, że nie jest pani prezesem zamkniętym w gabinecie?

Beata Drzazga – Absolutnie nie, w firmie znają mnie zarówno pracownicy, jak i pacjenci. Zależy mi na dobrych relacjach, więc sama muszę dawać wzór. Przedsiębiorczość to wielokierunkowość działań, zwłaszcza w dziedzinie, którą wybrałam. Moja praca to bezpośrednia praca z pacjentami, ich rodzinami, moimi pracownikami administracyjnymi w wielu miastach w 11 województwach, z którymi organizujemy opiekę medyczną. Koordynacja tylu placówek, zarówno w sferze medycznej, jak i administracyjnej, biznesowej, jest dużym wyzwaniem, ale wszystko da się zorganizować.

Beata Drzazga

Obszar medycyny, którym zajmuje się BetaMed SA, wypełnia niszę, bo opieka długoterminowa jest słabo wyceniana i traktowana po macoszemu. Wydaje się, że tego rodzaju działalności musi towarzyszyć misja.

Beata Drzazga – To prawda, ten segment wiąże się z systematyczną ciężką pracą przy pacjencie. Nie każdy ma do tego dar. Wierzę, że tego rodzaju działalność może się udać tylko wtedy, gdy nie traktuje się jej czysto biznesowo. Na początku byłam zaskoczona tym, ile osób się do nas zgłasza. Usługi, które zaczęłam świadczyć, okazały się niesamowitą odpowiedzią na potrzeby setek ludzi wymagających profesjonalnej opieki długoterminowej. Za swoją misję obrałam odczarowanie zakładów pielęgnacyjno-opiekuńczych, aby były lepiej postrzegane. W wielu z nich są zatrudnieni ludzie o wielkich sercach, ale w budżecie brakuje środków, by zapewnić opiekę wszystkim potrzebującym. Chciałam zmienić tę krzywdzącą opinię i myślę, że mi się to udaje. W ośrodkach BetaMedu SA dajemy pacjentom doskonałe warunki w wymiarze materialnym, ale co nie mniej ważne, również domową, rodzinną atmosferę i serce. Właśnie to jest moją misją – pokazać, że można inaczej, że opieka nad przewlekle chorymi nie musi być schematyczna, że jest w niej miejsce na człowieczeństwo. Marzy mi się, żeby jak najwięcej osób mogło skorzystać z takiej opieki, dlatego systematycznie rozwijam BetaMed SA w nadziei, że choć trochę zmniejszą się kolejki oczekujących na miejsce w zakładzie opiekuńczym. Obecnie zapewniamy opiekę ok. 6 tys. pacjentów w domach i 100 osobom w klinice.

Niedawno otworzyła pani klinikę laseroterapii i medycyny estetycznej Drzazga Clinic. Do kogo skierowana jest jej oferta i jak przyjęła się na rynku nowa placówka?

Beata Drzazga – Jak w każdym obszarze działalności w tym segmencie również zależy mi na wysokim poziomie usług. Stąd piękne wnętrza, profesjonalne wyposażenie, starannie dobrani specjaliści w swojej dziedzinie. Podobnych gabinetów jest na rynku wiele. Tylko wysoki poziom, bezpieczeństwo zabiegów i najnowocześniejszy sprzęt mogą być wyróżnikiem.

Kolejna gałąź pani biznesu nie ma nic wspólnego z medycyną. Czy salon mody jest swego rodzaju odskocznią?

Beata Drzazga – Kiedy przed laty większość doby spędzałam w BetaMedzie SA, nie miałam czasu chodzić po sklepach ani siły, żeby myśleć o tym, w co nowego się ubiorę. Dlatego co jakiś czas kupowałam większe ilości ubrań do pracy i na kongresy. Pewnego razu pojawiła się myśl, żeby przy okazji tych „hurtowych” zakupów otworzyć swój butik Dono da Scheggia, którego będę najlepszą klientką. Zwłaszcza że w tym czasie odkryłam wspaniałe ubrania z wysokogatunkowych materiałów – wygodne, a zarazem bardzo kobiece. Pomysł szybko przekułam w biznes. Sukces salonu to nie tylko asortyment, ale również wspaniałe sprzedawczynie, do których chce się wracać. Klientki wracają też po ubrania dobrej jakości – sama się przekonałam, że to inwestycja warta swej ceny. Potwierdzeniem poziomu naszej oferty są zagraniczne pokazy naszych kolekcji w światowych stolicach mody, m.in. w Paryżu, Mediolanie i Monte Carlo.

Co robi prezes tylu firm, gdy kończy swój dzień pracy?

Beata Drzazga – Dodam, że od 10 lat mieszkam czasami też w Miami, gdzie miałam sklep elektroniczny BetaNest Electronic. Przy tylu zajęciach nie sposób wyłączyć myślenia o pracy, jednak i na przyjemności znajduję czas. Dzięki temu, że spełniłam swoje marzenie i poleciałam do Las Vegas, z czasem zaczęłam tam jeździć biznesowo i działać na rzecz współpracy między Polską a Newadą. Tak zostałam pierwszym Ambasadorem Biznesu Newady, odbierając stosowny dyplom z rąk gubernatora w Reno w USA. Jako wzór sama otworzyłam pierwsze biuro firmy medycznej BetaMed International w Las Vegas, ale to dopiero zalążek, prawdziwy rozkwit jest przed nią.

Beata Drzazga

Beata Drzazga

Jak ważną częścią powodzenia w biznesie jest podążanie za trendami i doszkalanie się?

Beata Drzazga – Samorozwój, wymiana poglądów, udział w szkoleniach i sympozjach to absolutna podstawa sukcesu, niezależnie od tego, co się robi. Trzeba cały czas aktualizować swój stan wiedzy i poszerzać horyzonty. Wszelkie kongresy, konferencje, studia niezwykle człowieka rozwijają, a chcąc robić coś z sukcesem, trzeba myśleć przyszłościowo i nie można dopuścić do tego, żeby stać w miejscu. Sama stale wynajduję sobie nowe wyzwania edukacyjne – studia MBA, doktorat, uczestniczę w kongresach, na których występuję również w roli prelegenta. Dbam także o to, by zapewniać szkolenia moim pracownikom, bo ich wiedza to przyszłość mojej firmy. Dzięki studiom, szkoleniom, kongresom trzymamy rękę na pulsie i jesteśmy innowacyjni. Jest mi bardzo miło, że do kliniki przyjeżdżają delegacje ze Stanów Zjednoczonych, z Afryki, z wielu krajów Europy i za każdym razem słyszymy, jak bardzo wizytatorzy są zaskoczeni tym, co zastają. Ich pochwałom nie ma końca. Twierdzą, że nasze warunki wręcz przewyższają zachodnie standardy, co napawa mnie dumą. Marka, którą stworzyłam, przekroczyła moje wyobrażenia. Myślę, że pacjenci też nie spodziewają się takiej opieki i takiej atmosfery, jakiej od nas doświadczają. Cieszę się, że mogę być dla świata wzorem w wyznaczaniu poziomu opieki nad chorymi, szczególnie starszymi. To ratunek dla ich godności. Dziwi mnie, że w społeczeństwie tak mało myśli się o zdrowiu, które jest przecież największą wartością. Zbyt często za późno ją doceniamy. A przecież zdrowe społeczeństwo to szczęśliwe społeczeństwo.

Czy ma pani marzenia, które czekają na spełnienie?

Beata Drzazga – Tak, mam dużo marzeń i prędzej czy później je realizuję. Obecnie życzę sobie jedynie, żeby zdrowie i szczęście mnie nie opuszczały, bo wtedy będę je mogła przekazywać dalej.

Rozmawiał Mariusz Gryżewski

2 odpowiedzi na “Beata Drzazga – marzenia są po to, żeby je spełniać”

  1. Iwona pisze:

    Inspirująca kobieta. Podziwiam ludzi, którzy mają odwagę spełniać marzenia i godzą tyle różnych biznesów, nie mówiąc życiu prywatnym.

  2. Aldona pisze:

    Tyle się mówi o celebrytach, a tak mało o przedsiębiorcach, takich jak pani Drzazga. Wielka szkoda, bo jej działalność to naprawdę dobra robota. Zwłaszcza że opieka nad starszymi i chorymi to trudna działka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2020