Menu
Dorota Kuźnicka

Dorota Kuźnicka – Nie bójmy się spełniać marzeń

O sukcesie słyszy się dziś na każdym kroku i trudno powiedzieć coś odkrywczego, bazując na teorii, dlatego ja chciałabym podzielić się osobistym doświadczeniem. Nie chcę przy tym stawiać się w roli coacha ani mentora, bo nie czuję się autorytetem, raczej zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa, której udało się spełnić marzenie. Było to możliwe dzięki ciężkiej pracy i uporowi, a także tragicznym życiowym okolicznościom, które mnie umocniły i sprawiły, że wcześnie wydoroślałam.

Dorota Kuźnicka, projektantka, założycielka i właścicielka marki DK

Wielu ludzi sukcesu z nostalgią wspomina ciepło domowego ogniska, szczyci się wsparciem, jakie otrzymywali ze strony rodziców, docenia warunki sprzyjające rozwojowi, jakie odnaleźli w domu rodzinnym. Ja nie miałam tyle szczęścia – w zasadzie do wszystkiego doszłam sama. Moje dzieciństwo nie było łatwe i zakończyło się wraz z nagłą śmiercią mamy, gdy miałam zaledwie 10 lat. Mama była cudowną kobietą i moim wzorem. Wychowała mnie tak, że kiedy jej zabrakło, byłam przygotowana do życia. Dorastałam w przekonaniu, że chcąc coś osiągnąć, każdego dnia trzeba podejmować starania i wysiłek. Jednocześnie głęboko wierzę, że życie – niezależnie od okoliczności – zawsze niesie nadzieję na lepsze dni. Mimo że często miałam pod górkę, bardzo wiele osiągnęłam. Wyciągam wnioski i doceniam każdą lekcję od życia.

Na wsi mieliśmy duże gospodarstwo, a mama budziła mnie codziennie o 4.30, żeby przed szkołą zająć się inwentarzem. To po niej odziedziczyłam zamiłowanie do pracy, bo teraz sama wracam do domu z pracowni późną nocą. Zapamiętałam moją mamę nie tylko jako zaradną, dobrze zorganizowaną kobietę, ale też osobę cieszącą się sympatią i zaufaniem, która zawsze była blisko ludzi. Myślę, że pod wieloma względami jestem do niej podobna. Mnie też wszędzie pełno i – choć nie raz zawiodłam się na ludziach – nikogo nie skreślam, zawsze staram się pomagać innym. Z kolei projektując, zawsze mam na celu dobre samopoczucie klientów, którzy wybiorą moje produkty.

Moja mama z wykształcenia była fryzjerką i myślałam, że pójdę w jej ślady, ale tak naprawdę od małego ciągnęło mnie do butów. Już jako dziecko potrafiłam wyciąć noski w butach mamy, żeby zrobić jej wersję z odkrytymi palcami, bo o takich butach zawsze marzyła, a nie było jej na nie stać. Nawet lanie nie odwiodło mnie od fantazji o karierze projektantki i nowych fasonach, które powstawały w mojej głowy.

Dorota Kuźnicka

Dorota Kuźnicka

Chociaż moje życie nie było usłane różami, to dziś doceniam tę szkołę, bo szybciej niż rówieśnicy musiałam się usamodzielnić. Jak w bajce o Kopciuszku, zostałam bez mamy i szybko, z pomocą matki chrzestnej, wyrwałam się do miasta. Bydgoszcz była dla mnie metropolią na miarę Los Angeles. Ku mojemu zaskoczeniu, to wielkie, z pozoru nieprzyjazne miasto mnie przygarnęło. To tu znalazłam pracę – najpierw jako pomoc kuchenna, potem w salonie obuwniczym, tu spotkałam miłość, założyłam rodzinę i prowadzę biznes, spełniając marzenia – swoje, bo realizuję pasję, i klientek, bo wyczarowuję dla nich piękne, oryginalne, a zarazem niezwykle wygodne buty, w których mogą poczuć się pewnie i wyróżnić się z tłumu. Od początku byłam uparta, wiedziałam czego chcę i postanowiłam, że nigdy nie wrócę na wieś. Dobrze, że nie bałam się pracy, bo początki nie były łatwe. Dzięki moim doświadczeniom wiem, że człowiek jest w stanie wiele przejść i finalnie wyjść na prostą.

Gdy ubiegałam się o pracę w sklepie obuwniczym, nawet nie śmiałam zapytać, ile mi zapłacą. Czułam, że odnajdę się w tym miejscu, że mam szansę zacząć nowy rozdział, dlatego byłam gotowa tam choćby sprzątać. Szczęście mi sprzyjało, bo zostałam sprzedawcą. Od początku miałam niesamowity kontakt z klientkami. Rozmawiałam z paniami o tym, jakie buty im się podobają, czego oczekują, jakich modeli im brakuje na półkach. Jednak kiedy przedstawiałam ich uwagi szefowej, jasno dawała mi do zrozumienia, że nie ja podejmuję decyzje i pokazywała mi moje miejsce w szeregu. Nie chciałam być tak traktowana ani pracować w miejscu, gdzie klient nie jest na pierwszym miejscu.

Zachęcana przez klientki, które radziły mi: „Uciekaj, dzieciaku”, odeszłam. To była najlepsza decyzja, która stała się dla mnie bodźcem do rozwoju własnej działalności, zgodnej z moją wizją biznesu. Brzmi jak bajka, ale moja droga do obecnej pozycji nie była łatwa. Byłam młoda i pełna obaw, a własny biznes to zawsze duże ryzyko. Pracowałam z mężem dniami i nocami, żeby zarobić na ślub i na założenie firmy. Gdy pojawiały się przeszkody zawsze miałam w głowie słowa mamy, że jeśli chcę coś osiągnąć, a zamykają przede mną drzwi, mam wchodzić oknem. I udało się. Myślę, że gdy teraz na mnie patrzy z góry, jest ze mnie dumna.

Nie byłabym jednak tu gdzie jestem bez moich mężczyzn – męża i syna. Dzięki nim wiem, jak ważne jest mieć obok bliskich, którzy wierzą w to, co robimy, i wspierają nas w naszych zmaganiach, dążeniach, rozterkach. Mąż nie jest związany z moją firmą, ale kibicuje mi na każdym kroku, a gdy wracam do domu w nocy albo nad ranem, czeka na mnie ze śniadaniem. Dodam, że jesteśmy małżeństwem 22 lata! Doskonale rozumie, że gdy najdzie mnie wena, czas nie istnieje. Jesteśmy jak dwie połówki jabłka, na dobre i na złe. Syn marzył o karierze piłkarza. Przez lata woziłam go na treningi i jeździłam po Polsce na mecze, nigdy niczego mu nie narzucałam. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że ostatecznie wybrał moją firmę i wspiera mnie w rozwijaniu marki. Mało tego, ma świetny kontakt z klientkami. Chyba wiem po kim. Panie go uwielbiają za otwartość i szczerość. Oboje wierzymy, że klientka zasługuje na najlepszą obsługę, doradztwo i poświęcony jej czas. Nawet jeśli nie zdecyduje się na zakup, może liczyć na miło spędzony czas i dobrą kawę.

Dorota Kuźnicka

Dorota Kuźnicka

Mam wielkie szczęście, że Bóg zesłał mi takich chłopaków. Równie ważne jak wsparcie bliskich jest oddzielanie spraw zawodowych od prywatnych. Bardzo mocno rozgraniczam te sfery, nie mieszając roli szefowej, żony i matki, bo na wszystko w życiu jest czas i miejsce. Mąż czasem mi radzi, ale pozostawia mi wybór w każdej sprawie. Obaj wiedzą, że rządzi Dorota i szanują to. Niechętnie deleguję obowiązki zawodowe w inne ręce. Lubię mieć nad wszystkim kontrolę i pewność, że wszystko będzie zrobione dokładnie tak, jak chcę. Jednocześnie stopniowo wdrażam syna w tajniki prowadzenia firmy, aby w przyszłości mógł przejąć moje dzieło. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego następcy. Michał jest moją kopią. Wychowywałam go rygorystycznie, wiedziona strachem, że może mnie zabraknąć. Wiem, że psychicznie nie można być przygotowanym na taką stratę, ale zrobiłam co w mojej mocy, żeby w stu procentach przygotować Michała do życia.

Oprócz moich chłopaków mam też wsparcie na górze. Często zwracam się do Pana Boga w modlitwie. Życie mnie nie oszczędzało, ale zawsze staram się być dobrym człowiekiem. Wierzę, że warto pomagać, a mam ku temu wiele okazji, bo Bóg stawia na mojej drodze ludzi, którzy mają pod górkę. Czy mogli trafić lepiej? Czasem ludzie rozczarowują, okazane dobro nie powraca, ale nie zrażam się i idę dalej. Każdego dnia dziękuję Bogu, że pozwolił mi przetrwać i tyle osiągnąć, i za dar przewidywania, swego rodzaju intuicję, która pomaga mi w życiu i biznesie. Doświadczyłam, że biblijne słowa: „Proście, a będzie wam dane; pukajcie, a wam otworzą” mają moc. Proszę, żebym mogła jeszcze trochę pożyć i miała okazję spełnić kolejne marzenia. Chciałabym, żeby więcej kobiet miało w sobie taką odwagę, siłę i upór, żeby gonić za marzeniami i realizować cele.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2021