Pierwszego klienta przyjął w Warszawie, w pożyczonym biurze. Sprawa była — z dzisiejszej perspektywy — niemal podręcznikowa: oszustwo na seniorce, sprawca w pobliżu, ofiara bez sił, by sama walczyć z systemem. Sprawę wygrali po kilkunastu miesiącach. Ale to nie wynik był wtedy najważniejszy.
— Wtedy zrozumiałem, że ta kobieta przez większość tego procesu nie pojmowała, co się wokół niej dzieje — wspomina Maciej Lisowski. — Z kancelarii wychodziła z pismem, którego nie czytała. Do sądu szła z poczuciem, że to ona stoi przed wyrokiem, nie sprawca. To było 2011 rok. Założyłem fundację rok wcześniej, ale dopiero wtedy zobaczyłem, że pomoc prawna bez tłumaczenia, bez kontekstu i bez strategii — jest połowiczna.
Tak narodziła się Fundacja LEX NOSTRA — w wersji, którą znamy dziś. Nie biuro porad. Nie kancelaria filantropijna. Organizacja, która podchodzi do pokrzywdzonego, jakby to była sprawa biznesowa: z mapą ryzyka, planem postępowania, równoległą obsługą medialną i edukacją „klienta” — w tym wypadku ofiary przestępstwa.
Liczby z piętnastu lat są dobrze znane w sektorze pozarządowym: kilkanaście tysięcy zgłoszeń, blisko trzy tysiące spraw doprowadzonych do prawomocnego wyniku, kilkadziesiąt głośnych medialnie sytuacji. Niektóre z tych ostatnich — jak współpraca przy obronie misjonarzy z Kolumbii pracujących w Polsce w 2026 roku — trafiły do mediów ogólnopolskich. Inne — jak zakończony w kwietniu 2026 r. roczny projekt pomocy prawnej i psychologicznej dla osób z niepełnosprawnościami, finansowany ze środków publicznych — pozostały w drugim planie, ale dotknęły ponad setki osób.
Część zgłaszanych dziś spraw zaczyna się od telefonu. Część — od mejla z załączonym zdjęciem akt. Część — od osoby, która puka do drzwi biura, mając już za sobą trzech prawników i poczucie, że nikt jej nie słucha.
— Trafiają do nas często ludzie, którzy są już kompletnie bezradni — mówi Lisowski. — To, co możemy zrobić, to ich na początku przede wszystkim wysłuchać i powiedzieć, co realnie da się ugrać. Bez obiecywania cudów.
Pomoc prawna jest tylko jednym z czterech filarów modelu LEX NOSTRA. Pozostałe to: edukacja obywatelska (poradniki, warsztaty, publikacje), strategiczna komunikacja medialna (bo coraz więcej spraw rozgrywa się równolegle w sądzie i w internecie) oraz monitoring mediów dla osób, których reputacja jest atakowana.
Model nie jest tajemnicą — był wielokrotnie opisywany. Co jest mniej oczywiste, to dlaczego u jednych fundacji działa, a u innych nie. Zdaniem Lisowskiego — chodzi o trzy rzeczy: przyzwoity wewnętrzny audyt (fundacja ma niezależne sprawozdania finansowe publikowane co roku), dywersyfikację finansowania (żaden grant nie może decydować o jej istnieniu) i odporność personalną zarządu na presję polityczną.
W 2026 r. organizacja kończy rejestrację periodyku LEX NOSTRA Review — pisma, które ma łączyć analizę prawną z międzynarodowym komentarzem. Rozwija się dział spraw zagranicznych — przede wszystkim wokół spraw kolumbijskich i Trójmorza. Powstaje sieć ekspertów akademickich gotowych do współpracy z fundacją w roli biegłych i konsultantów.
Maciej Lisowski podsumowuje to krótko: — Najlepsze piętnaście lat tej fundacji jest jeszcze przed nami. Pod jednym warunkiem — że nie zapomnimy, dlaczego zaczynaliśmy.
Maciej Lisowski — Dyrektor Fundacji LEX NOSTRA od 2010 roku. Prawnik, ekonomista, absolwent programu EMBA. Prezes Instytutu Myśli Kornela Morawieckiego. Członek zarządu Fundacji Trójmorza. Odznaczony medalem „Pro Patria”. Strona fundacji: fundacja.lexnostra.pl
Dodaj komentarz