Menu
Moniuszko na wesoło

Moniuszko na wesoło – czyli Fredro bez słów

Na dwusetną rocznicę urodzin Moniuszki Polski Balet Narodowy zaprezentował dwie choreografie fredrowsko-moniuszkowskie: „Przypowieść sarmacką” według „Zemsty”, w choreografii Conrada Drzewieckiego, w realizacji baletu Emila Wesołowskiego, i „Męża i żonę”, zabawną, romantyczną farsę w choreografii Anny Hop

Moniuszko na wesoło

„Moniuszko na wesoło? Czemu nie, gdy wspomnieć jego operetki, wodewile, żartobliwe pieśni czy pogodny Straszny dwór. Balet Drzewieckiego według „Zemsty” Aleksandra Fredry wydobyty z zapomnienia po czterdziestu latach niebytu? Chwalebna inicjatywa, bo polska klasyka choreograficzna to rzadkość, trzeba ją cenić i pielęgnować. Do tego Mąż i żona – figury teatralne dla komedii zawsze smakowite, niezależnie od czasów i wzajemnych między nimi relacji” – pisze we wstępie do wieczoru baletowego „Fredriana” Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej.

Moniuszko na wesoło

Moniuszko zawsze marzył o tym, żeby Fredro napisał dla niego libretto, sam zadedykował pisarzowi operetkę do fredrowskiego „Noclegu w Apeninach”, ale do współpracy niestety nigdy nie doszło. Komedie Fredry w połączeniu z pełną humoru, a zarazem liryczną i dramatyczną muzyką Moniuszki świetnie się prezentują w baletach na scenie Teatru Wielkiego. Ich twórcy doskonale poradzili sobie bez słów, opierając się na ruchu, tańcu, pantomimie i sugestywnych środkach wyrazu, którymi operują tancerze. To doskonały duet.

„Przypowieść sarmacka” według „Zemsty” jest dziełem Conrada Drzewieckiego, wybitnego twórcy Polskiego Teatru Tańca. Realizacji, rekonstrukcji i reżyserii obecnej wersji podjął się jego uczeń i asystent – Emil Wesołowski – we współpracy z Renatą Smukałą. W pierwszej części wieczoru zbiegają się ze sobą te dwa arcydzieła. „Kanwą dla wytańczenia „Zemsty”, polskiej komedii wszech czasów, została bowiem jedna z najlepszych partytur orkiestrowych Moniuszki, uwertura charakterystyczna Bajka, nosząca podtytuł „Zimowa opowieść” – pisze Marcin Gmys w artykule „Wyciągnąć z zapomnienia i światu przedstawić”. Napisana została ona w 1848 r., kilka miesięcy po estradowej prapremierze wileńskiej wersji „Halki”. Kompozycja ta podbiła serca słuchaczy. „Około trzynastominutową partyturą Bajki Moniuszko błyskotliwie zdystansował wszystkich polskich kompozytorów piszących przed nim w XIX wieku na symfoniczną orkiestrę” pisze Gmys.

Inscenizacja na scenie Teatru Wielkiego też zachwyciła swoją finezją i mistrzowską interpretacją. Jest to balet wyjątkowo plastyczny, teatralny, z elementami pantomimy, który wymaga od tancerzy perfekcyjnej i wyrazistej gry aktorskiej. Emil Wesołowski w znakomity sposób zrealizował tło historyczne i oddał pierwotny charakter wersji choreograficznej przedstawienia, jednocześnie pokazując, jak aktualne są do dzisiaj przesłania płynące z fredrowskiej dramaturgii. Utwory osadzone w szlacheckiej rzeczywistości polskiej prowincji wciąż przystają do rzeczywistości. Dlatego stale wracają do repertuaru i bawią nowe pokolenia, odbijając nas samych w krzywym zwierciadle. Ta realizacja stała się też świetnym kontrastem dla drugiego baletu wieczoru – nowoczesnego, pełnego pomysłów i humoru  „Męża i żony” w choreografii Anny Hop.

Moniuszko na wesoło

– Lubię wyzwania. Okazało się, że Moniuszko pasuje do „Męża i żony”. Zresztą Moniuszko i Fredro to jeden czas historyczny, panowie się nie znali i korespondowali do siebie – mówi Anna Hop, tancerka, która jako choreografka zadebiutowała w 2010 r. na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej pracą „W malinowym chruśniaku”. Współpracowała także przy produkcji filmów, musicali oraz spektakli dramatycznych. W wywiadzie „W mężu i żonie jest mnóstwo tematów”, autorstwa Agnieszki Piętki, dodaje: „Kiedy napisałam libretto na podstawie „Męża i żony”, nie mogłam doczekać się prób, by swoje pomysły zobaczyć wreszcie w rzeczywistości. Ten balet jest bardzo – jak to się mówi – „mój”. Gdy zaproponowano mi jego realizację, wiedziałam, że jeśli ma się udać, to muszę od początku do końca robić wszystko po swojemu. Nie zawsze było łatwo samym ruchem przekazać wszystko to, co napisał Fredro, ale też nie było to moją intencją. Przede wszystkim chciałam oddać to, jak ja widzę ten świat, co też staram się przekazać tancerzom”.

I udało się doskonale. Realizacja Anny Hop przenosi widzów do świata zagmatwanych romantycznych perypetii małżeńskich. Komedia „Mąż i żona” oparta na wątku romansowym z komedii Fredry, powiązanym z muzyką baletową „Na kwaterze”, została zamieniona w barwną fredrowsko-moniuszkowską krainę żartu. Akcja umieszczona jest na przełomie lat 50. i 60. XX w. Podobnie jak w czasach Fredry i Moniuszki, społeczna rola kobiety i mężczyzny była wówczas ściśle określona poprzez tradycję i obyczaje.Chciałam zrozumieć ich postępowanie, dlatego zaczęłam szukać i wyobrażać sobie łańcuchy przyczynowo-skutkowe, które doprowadziły ich do danego zachowania, do tego, kim są. Zaczęłam opowiadać o nich różne historie. To mi pomaga budować zarówno postać i ruch, jak i spektakl jako całość. Budowanie postaci to zabawa, taka jak w dzieciństwie, tylko mniej beztroska – odpowiedzialność jest większa, a konsekwencje poważniejszedodaje Anna Hop.

Balet jest choreograficzną mozaiką stylów i wielu różnorodnych rozwiązań inscenizacyjnych. Do czwórki głównych bohaterów Anna Hop dodaje tzw. papety, grupę tancerzy animującą akcję baletu. Wprowadza też tło muzyczne, elementy znanych przebojów lat 50. To odważne połączenie klasyki i współczesności, żartu i zadumy jest silną stroną tej bardzo udanej inscenizacji. Doskonale prezentują się też kostiumy Macieja Zienia.

Wieczór baletowych komedii, tak różny w swoim wydaniu. Ale Fredro bez słów…? A zatem „Niech się dzieje wola Nieba”… – podsumowuje Waldemar Dąbrowski.

Anna Arwaniti, fot. Ewa Krasucka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2020