Menu
Berlin

Otwarte miasto – Berlin

 Otwarte miasto – tak brzmi jedno z haseł reklamowych miasta, w którym – mimo upływu 14 lat od upadku słynnego muru oraz wydania gigantycznych, jak na polskie możliwości, pieniędzy – jeszcze nie udało się zniwelować różnic, jakie występowały między zachodnim i wschodnim Berlinem. Ale w końcu były to dwa odrębne światy. Mieszkańców dzieliły nie tylko poziom życia, ale także mentalność oraz stosunek do przeszłości i przyszłości.

Jerzy Bojanowicz

Od października 1990 r. Berlin jest stolicą zjednoczonych Niemiec, od stycznia 1994 r. siedzibą prezydenta, a od 2000 r. – rządu. Jaki jest dzisiaj? Na pewno, jak głosi hasło, jest miastem otwartym, w którym każdy znajdzie coś interesującego. Nie zamierzam jednak pisać przewodnika, lecz wskazać kilka wartych obejrzenia miejsc, do których dotarcie nie powinno nastręczyć specjalnego kłopotu.

Podróżni wychodzący z Dworca ZOO (Zoologischengarten), na którym kończą bieg pociągi przyjeżdżające z Polski, nie mogą nie zauważyć kościoła Kaiser-Wilhelm-Gedächtnis Kirche, a dokładniej zachowanych ruin 113-metrowej wieży. Wybudowany w ostatniej dekadzie XIX wieku, na pamiątkę zmarłego w 1888 r. cesarza Wilhelma I, kościół wyglądał imponująco, co można zobaczyć na licznych fotografiach umieszczonych w pamiątkowej hali.

POWIEW SNOBIZMU…

Sprzed dworca po kilkuset metrach dochodzimy do wylotu Kurfűrstendamm, popularnego Ku’dammu, czyli liczącego 3 km długości reprezentacyjnego bulwaru dawnego Berlina Zachodniego. Jego szerokość, 52 m, ustalił – wzorując się na Polach Elizejskich – sam Bismarck. Jeszcze nie tak dawno Ku’damm był oknem wystawowym Zachodu. Przy ulicy zlokalizowano sklepy i hotele, firmowe salony oraz kawiarnie i restauracje. Latem wystawione przed nimi stoliki i krzesełka zajmują sporą część szerokiego chodnika.

Przy skrzyżowaniu z czwartą przecznicą (Uhlandstr.) zlokalizowano nietypowe muzeum – The Story of Berlin – w którym można poznać 800-letnią historię miasta: od XIII w. po czasy współczesne. Atrakcją jest możliwość zwiedzenia oryginalnego, wybudowanego pod Ku’dammem w latach 70. ub. wieku schronu przeciwatomowego dla ponad 3,5 tys. ludzi!

Idąc dalej Ku’dammem od czasu do czasu mijamy zachowane kamienice mieszczańskie z przełomu XIX i XX w. Nie dajmy się namówić do udziału w odmianę gry w trzy karty, do czego zachęcają uliczni prestidigitatorzy kucający pod ustawionymi na środku chodnika reklamowymi witrynami.

Boczne ulice prowadzą pod wiaduktem S-Bahnu i krzyżują się z Neue Kantstrasse. W oddali widać słynną wieżę radiową, wybudowaną w 1926 r. z okazji otwarcia III Niemieckiej Wystawy Radiowej. Kontynuacją tamtej wystawy jest, organizowana ca dwa lata, Międzynarodowa Wystawa Elektroniki Użytkowej IFA. Można też dostrzec fronton ICC, czyli nowoczesnego centrum kongresowego, w którym organizowane są konferencje, seminaria i koncerty.

Gdy dojdziemy do skrzyżowania z Bismarckstrasse, warto zatrzymać się na chwilę na rogu i – jeśli jest dobra widoczność – spojrzeć w obie strony. Bismarckstrasse przechodzi w ulicę 17. June, a następnie, za Bramą Brandenburską, w Unter den Linden, która znajdowała się w Berlinie Wschodnim. W sumie tworzą one idealnie prosty ciąg komunikacyjny o długości ok. 7 km, a przecież jeszcze w przeciwną stronę kilka kilometrów ma również idealnie prosty Kaiserdamm.

Bramę niekiedy trudno dojrzeć, ale wyraźnie widać stojącą na rondzie Grossen Stern Kolumnę Zwycięstwa z rzeźbą Victorii. Ze znajdującego się pod nią tarasu widokowego można spojrzeć na Berlin z góry, choć – ze względu na niezbyt dużą wysokość monumentu – widok jest ograniczony.

To ulicą 17. June właśnie przemieszczają się uczestnicy słynnej, organizowanej od 1989 r., Love Parade, a znajdujący się po obu jej stronach ogród służy m.in. za miejsce odpoczynku jej uczestników.

Nad Kolumną Zwycięstwa góruje odległa, bo wybudowana przy Alexander Platz w latach 60. ub. wieku, Fernsehturm (wieża telewizyjna). Ma 365 m wysokości i wciąż jest najwyższym obiektem Berlina, albowiem podstawową zabudowę miasta tworzą typowe, 5-piętrowe kamienice. W kuli na wieży, na wysokości 207 m, znajduje się kawiarnia, której podłoga w ciągu godziny wykonuje pełen obrót, co pozwala na oglądanie panoramy Berlina bez odchodzenia od stolika.

Jeśli z Bismarckstrasse skręcimy w Schlőss Str., to wkrótce przed nami otworzy się widok na przepiękny Charlottenburg. Ale zanim doń wejdziemy, warto zwiedzić znajdujące się w narożnej kamienicy Brőhan-Museum. Pochodzące z lat 30. ub. wieku eksponaty są o tyle interesujące, że można obejrzeć nie tylko drobne wyroby (biżuteria, sztućce itp.), ale także meble. Często o futurystycznym kształcie. Fotele i krzesła nie sprawiają wrażenia, by siedzenie z nich sprawiało przyjemność!

Charlottenburg, którego budowę zainicjowała księżna Sophie Charlotte, jest najstarszym z zachowanych w mieście pałaców pruskich – powstał w latach 1695–1713, a niemal do końca XIX w. mieszkali w nim pruscy królowie. Można zwiedzić prywatne apartamenty Hohenzollernów i Porcelanowy Gabinet, w którym (za szybą) wystawiono potężny stół nakryty zastawą.

Dzielnicę Charlottenburg, w której większość budynków przetrwała II wojnę światową bez dużych zniszczeń, z trzech stron opasuje autostrada (nr 100). Pałac odległy jest od niej o niespełna 1 km, a sprawiające niezorientowanym kierowcom spore trudności duże skrzyżowanie wybudowano tuż przy terenach targowych, obok ICC. Piszę o tym tylko po to, by niektórym osobom, np. prezydentowi Warszawy, uświadomić, że autostrada nie tylko może przecinać miasto, ale jej usytuowanie nie szkodzi zabytkowym obiektom!

… NOWOCZESNOŚCI…

Kiedy dojdziemy lub dojedziemy pod Bramę Brandenburską od zachodu, to za plecami mamy Tiergarten z wyraźnie widoczną Kolumną Zwycięstwa, po lewej stronie widać pobliski budynek Reichstagu, a po prawej, bardziej oddalone, miasto w mieście, czyli Potsdamer Platz.

Kolejnym punktem widokowym jest dach Reichstagu. Latem 1995 r. budowla stała się sławna po jej opasaniu wstęgą z tworzywa sztucznego, a jeszcze trwalszą sławę przyniosła jej przezroczysta kopuła autorstwa słynnego brytyjskiego architekta, Normana Fostera, autora kontrowersyjnej budowli na placu Piłsudskiego w Warszawie (Metropolitan).

Idąc w kierunku Potsdamer Platz, mijamy ogromny wykop. W 2005 r. zostanie tu otwarty cmentarz-mauzoleum, poświęcony pamięci Holocaustu.

W 1838 r. na placu wybudowano pierwszy w Berlinie dworzec kolejowy. W latach 30. ub. wieku był najbardziej zatłoczonym placem w Europie! Nic dziwnego, że w 1924 r. zainstalowano na nim pierwszą w mieście sygnalizację świetlną.

W 1991 r. ogłoszono międzynarodowy konkurs na zabudowę, która miała odzwierciedlać koniec wieku. Jednocześnie, ponieważ wiadomo było, że znajdą się tu siedziby głównych inwestorów (m.in. DaimlerChrysler, Sony, Metro i Deutsche Bahn), założono, że plac musi tętnić życiem także po godzinach pracy. Stąd wymóg, by odpowiedni procent powierzchni zajęły lokale użyteczności publicznej oraz mieszkania.

Liczba muzeów i tereny targowe znajdujące się w okolicach Potsdamer Platz stanowią podkładkę do innego hasła reklamowego Berlina: miasta wystaw i muzyki. Nie ma miesiąca, by nie odbyło się tu kilka koncertów gwiazd popu i rocka.

… I HISTORII

Przecinającą Potsdamer Platz Leipziger Str. dochodzimy do Friedrichstrasse, głównego traktu miasta założonego w 1691 r. przez pruskiego króla Fryderyka I. Kiedy spojrzymy w prawo, wyda nam się, że mur nie zniknął. Oto widzimy słynny z wielu sensacyjnych filmów Checkpoint Charlie, czyli przejście graniczne między sektorem radzieckim a amerykańskim, a po podziale Berlina – jedyne między wschodem i zachodem przejście dla dyplomatów, żołnierzy alianckich i cudzoziemców. Niewielka budka, chroniona stertą worków z piaskiem, stoi dziś na wysepce oddzielającej pasy jezdni.

Niedaleko jest wejście do budynku, w którym urządzono Mauermuseum dokumentujące 29 lat istnienia muru berlińskiego oraz historię bezkrwawych zrywów wolnościowych. Jeszcze kilka lat temu wstęp dla obywateli państw demokracji ludowej, a więc i Polaków, był bezpłatny. Obecnie za obejrzenie niezwykłych eksponatów trzeba płacić.

Oddzielający Berlin od NRD mur miał 155 km długości, z czego ponad 43 km przebiegało przez miasto. Zbudowany był z segmentów ze zbrojonego betonu o wysokości 3,6 m, grubości 1,2 m i masie 2,6 tony. Na drugą stronę udało się przejść ponad 5 tys. osobom, 985 osób przypłaciło próbę ucieczki życiem. Do najsłynniejszych należą przelot nad murem balonem oraz wykopanie kilkudziesięciometrowej długości tunelu.

W Mauermuseum jest również wystawa obrazująca bezkrwawe walki o prawa człowieka: „Od Gandhiego do Wałęsy”. Na ścianach wiszą m.in. fotografie dokumentujące powstanie „Solidarności”, a także czeskiej „Karty 77”.

Wychodząc z muzeum, możemy za 250 euro kupić oryginalny kawałek muru z certyfikatem. Znacznie tańsze są sprzedawane po drugiej strony ulicy „pamiątki” po Armii Czerwonej, rosyjskie babuszki z podobizną Gorbaczowa itp. Tańszą pamiątką może być zdjęcie na tle mającego 1300 m długości fragmentu muru wzdłuż Műhlenstrasse, który zamalowało 118 artystów z 21 krajów! 10 lat temu senat uznał tę swoistą galerię za narodowy pomnik. Najsłynniejsze jest malowidło przedstawiające gorący pocałunek Honeckera z Breżniewem. Ale by je obejrzeć i zrobić fotkę, trzeba nadłożyć sporo drogi.

Do centrum wracamy Friedrichstrasse, która przed wojną była reprezentacyjną ulicą Berlina. Po zjednoczeniu ma również pełnić taką funkcję, ale – moim zdaniem – będzie to bardzo trudne, zwłaszcza że znajdujące się po obu jej stronach budynki nie przyciągają uwagi.

Ulica doprowadzi nas do Unter den Linden, reprezentacyjnej alei wschodniego Berlina. Zachowała swój charakter, choć wiele się na niej zmieniło i nadal zmienia. Drobiazgiem jest ponowne ustawienie pomnika Fryderyka Wielkiego, gdyż powstały obiekty tysiące razy większe od niego, jak np. wybudowane po obu stronach Bramy domy Sommer i Liebermann, siedziba DG-Banku czy hotel Adlon.

Warto obejrzeć siedzibę Uniwersytetu Humboldta (wykładali na nim m.in. Bracia Grimm, F. Hegel, A. Einstein, R. Koch i M. Planck), a następnie zwiedzić odbudowaną w 1975 r. berlińską katedrę (w krypcie jest ok. 100 sarkofagów Hohenzollernów) i ciut zboczyć na Wyspę Muzeów, przez środek której prowadzi nasyp linii kolejowej. Ten spory kompleks architektoniczny, który widać z okien pociągu, w 1999 r. wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, obejmuje kilka muzeów, w tym obecnie odnawiane, ale udostępnione publiczności, Muzeum Pergamońskie.

Vis-à-vis katedry stała, wybudowana w połowie XV wieku, rezydencja margrabiów brandenburskich, pruskich elektorów i królów. Zniszczona podczas wojny została w 1950 r. rozebrana. Ćwierć wieku później na jej miejscu powstał Pałac Republiki, w którym swe zjazdy miała przewodnia siła wschodnich Niemczech – SED. Dziś budynek, w którym odbywały się również koncerty, straszy. Oczyszczony z azbestu czeka na podjęcie decyzji odnośnie do przyszłości. Mówi się o jego zburzeniu, choć mieszkańcy byłego wschodniego Berlina skutecznie lobbują, by tego nie czynić!

Jeśli cofniemy się kilkaset metrów, możemy obejrzeć kościół Fryderyka Wedersche, uważany za najlepsze dzieło architektury kościelnej autorstwa Schinkla (neogotycka budowla przez wiele lat była wzorcem budownictwa sakralnego w całych Prusach), z jego muzeum wewnątrz. Natomiast idąc kawałek ulicą Breite, dojdziemy do Domu Ribbecka, jedynej zachowanej w Berlinie renesansowej kamienicy z 1624 r. Teraz kolejne kilkaset metrów dzieli nas od Nikolaiviertel.

Na nazwanym tak od najstarszego w mieście kościoła św. Mikołaja z 1232 r. obszarze rozpoczęła się budowa Berlina, choć większość istniejących starych budynków powstała w latach 80. XX w., w tym położony nad Sprewą Pałac Ephraima. Wybudowany w drugiej połowie XVIII w., w 1935 r. został rozebrany, gdyż przeszkadzał budowie mostu. Odbudowany w 1983 r. mieści ekspozycję berlińskiej porcelany. Autentyczny jest Knoblauch-Haus z drugiej połowy XVIII w. należący do bogatego fabrykanta – dziś archiwum berlińskiego oświecenia.

Obok starych-nowych, ale urokliwych budyneczków Nikolaiviertel, stoi Czerwony Ratusz (1861–70), siedziba magistratu. W pobliżu fontanna Neptuna, którą podarowano cesarzowi Wilhelmowi II. Pierwotnie stała na Placu Zamkowym, ale po odrestaurowaniu zmieniono jej lokalizację. Podtrzymujące zbiornik fontanny postacie kobiece symbolizują Ren, Łabę, Odrę i Wisłę.

W ten sposób dotarliśmy na tyły Alexander Platz, miejsca doskonale znanego tysiącom Polaków, którzy od 1972 r. mogli przyjeżdżać do NRD na podstawie pieczątki w dowodzie osobistym. Znanego głównie z wieży telewizyjnej i… domu towarowego, który wówczas był znacznie lepiej zaopatrzony niż polskie placówki handlowe. Nawet te reprezentacyjne, jak np. warszawskie Domy Centrum.

***

W 2005 r. z nowego dworca miał odjechać pierwszy pociąg łączący Berlin z Hamburgiem. Poruszający się na poduszce magnetycznej Trans-Rapid miał osiągać prędkość 435 km/h, co umożliwiało dotarcie do celu, mimo postojów na 5 stacjach, w 60 min. Pociągi miały odjeżdżać co 20 min.! Ze względu na ogromne koszty plany te czasowo zawieszono, ale… firma Transrapid (konsorcjum Siemensa i ThyssenKruppa) wybudowała ok. 30 km linii kolejowej łączącej Szanghaj z lotniskiem Pudong, której komercyjna eksploatacja rozpoczęła się w styczniu br. Ten obecnie najszybszy pociąg na świecie osiąga prędkość 430 km/h, ale ustanowienie rekordu kosztowało Chińczyków 1,2 mld USD.

Natomiast w Berlinie trwa budowa dworca Lehrter położonego między wznoszonym obok Reichstagu kompleksem rządowym a nową dzielnicą Moabit. Na pięciu poziomach znajdą się perony kolei, metra i szybkiej kolejki miejskiej oraz przystanki autobusów, gdyż pod dworcem przebiegać będzie droga szybkiego ruchu. Dworzec jest kolejnym przykładem na wskroś nowoczesnej architektury, na realizację której nie żałowano pieniędzy. Koszt budowy Lehrter Bahnhof oszacowano na 20 mld marek! Aby wyobrazić sobie skalę zaplanowanych nakładów finansowych, wystarczy przywołać ogłoszony w 2002 r. z wielką pompą przez byłego wicepremiera Marka Pola program budowy 550 km autostrad i 200 km dróg ekspresowych, na który w latach 2002–2005 zamierzano przeznaczyć, z różnych źródeł, niemal tyle samo, bo 36,8 mld zł.

Dlatego też z – jak się również reklamuje – „nowego Berlina” wyjeżdżamy z uczuciem niedosytu, gdyż to, co widzieliśmy, stanowiło tylko cząstkę tego, co warto obejrzeć, jak i nieco sfrustrowani, widząc zachodzące z dnia na dzień zmiany. Konsekwentnie realizowane plany przebudowy miasta, uczynienia bardziej przyjaznego dla mieszkańców, a przede wszystkim wypełnienia „dziury” po murze. Dosłownie i w przenośni.

Fot. Jerzy Bojanowicz

Berlin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2021