Menu

RUBBEE X – E-BIKE’OWY KOMPROMIS

Elektryfikacja wdarła się do garaży z rowerami tak, jak przed stu laty weszła do naszych domów. Niezmiennie robi wrażenie i zarazem budzi wiele kontrowersji. Czy jest niezbędna? Nie, ludzie radzą sobie bez niej, ale czy przydaje się? Bezwzględnie… i trudno się bez niej obyć, jak już się ją przysposobi.

Od momentu, gdy pojawiły się na rynku rowery elektryczne budzą kontrowersje. Ciężkie i toporne nie budzą zaufania, ale gdy się na nich jedzie oddają moc, której większości z nas brakuje na dłuższych dystansach. Lecz tu powstaje zasadniczy problem. Przecież mamy już rower, niektórzy wydali na niego nawet całkiem niezłą sumkę, a tu producenci kuszą nas nowymi jeździdłami. Jak rewolucja, to rewolucja, rynek nie znosi próżni, dlatego wraz z rowerami elektrycznymi pojawiły się na rynku rozwiązania, które pomagają elektryfikować tradycyjne rowery. Jest to bowiem ogromna luka pomiędzy starym i nowym światem.

Rubbee X

Jednym z takich rozwiązań, które trafiło do naszej redakcji, jest Rubbee X. Niewielki napęd do tradycyjnego roweru, montowany na sztycy podsiodłowej, tuż nad tylnym kołem. Opuszczony na koło wspomaga jego toczenie. Niby gadżet, a jednak działa. Urządzenie jest starannie zaprojektowane i wykonane i choć nie bez wad, może stanowić całkiem niezłą alternatywę dla e-bike’a, zwłaszcza jeśli rower służy nam głównie do przemieszczania się, a nie do celów sportowych. W podstawowej wersji urządzenie posiada jedno źródło energii, lecz obudowa posiada miejsce na trzy i w zależności od potrzeb użytkownika, rozszerzając Rubbee X o dodatkowe akumulatory, można zapewnić sobie większy zasięg, lub większy zasięg i wspomaganie do wyższej prędkości.

Specyfikacja techniczna

Producent zapewnia, iż życie baterii wynosi 1000 cykli ładowania, co przy intensywnym użytkowaniu może wystarczyć na zaledwie 3 lata. W takim przypadku warto już w momencie zakupu urządzenia dookreślić swoje potrzeby i zakupić od razu powiększony zestaw. W przeciwnym razie, dokupienie dodatkowego zestawu baterii zbyt późno może skutkować brakiem uzyskania zamierzonego efektu, gdyż połączy się baterie stare z nowymi. Tak, czy siak utrzymywanie stałej prędkości w mieście, na ścieżce rowerowej na poziomie 25 km/h nie jest możliwe, a wręcz niebezpieczne. Dlatego można zakładać, że na codzienne dojazdy do pracy, czy szkoły rozszerzony do dwóch baterii zestaw powinien niemal każdemu w zupełności wystarczyć.

Choć Rubbee X posiada bezgłośny silnik, podczas jazdy nie uświadczymy zupełnej ciszy. Koło roweru napędzane jest poprzez wyprofilowany gumowany walec urządzenia. Im bardziej terenowy bieżnik opony w rowerze, tym pojawiać się będzie bardziej intensywny odgłos spowodowany tarciem walca o bieżnik. Taki urok tego rozwiązania. Spadek odgłosu tarcia jest zauważalny w przypadku zastosowania opon miejskich lub szosowych, co przy niewielkiej dodatkowej inwestycji zapewni wyższy komfort przemieszczania się.

Urządzenie przeznaczone jest do kół od 1 do 2,5 cali, co zapewnia możliwość jego zastosowania praktycznie w większości rowerów na rynku, z wyłączeniem fat bików. Musimy być jednak obiektywni. Rubbee X nie będzie możliwe do zastosowania w przypadku dużych rowerów dla niskich osób. Dla urządzenia musi się bowiem znaleźć miejsce pomiędzy siodłem a tylnym kołem. Nisko ustawiona sztyca podsiodłowa może nie zawierać wystarczającej przestrzeni do zamontowania napędu. Podobnie ma się sprawa w przypadku rowerów z bagażnikami.

Rubbee X

Do zestawu, oprócz „jednostki centralnej” i jej mocowania, baterii i ładowarki, dołączony jest także czujnik kadencji montowany na korbie roweru. I tu ciekawostka, urządzenie jest wprawdzie namiastką e-bike, gdyż wspomaga rowerzystę tylko wtedy, gdy ten kręci pedałami, lecz siła wspomagania zależy od prędkości obrotów, nie zaś od wysiłku (mocy) wkładanego w pedałowanie. Choć, dla przeciętnego użytkownika niewielka, to jednak wada. Wspomagania oczekuje się zawsze wówczas, kiedy brakuje nam sił, nie wtedy, gdy szybko kręcimy pedałami. Dla rowerzystów obeznanych ze zmianą przerzutek szybkie obroty korbami zazwyczaj kojarzą się z mniejszym wydatkowaniem energii. Z sytuacją odwrotną mamy do czynienia, gdy brakuje nam sił lub przełożenia są za twarde. Na pocieszenie warto wiedzieć, że można się nauczyć takiego stylu jazdy, który zapewnia efektywne wykorzystanie Rubbee X, a wyższa kadencja będzie korzystna także dla rowerzysty i jego aparatu mięśniowego.

Z czujnikiem kadencji wiąże się jeszcze jedna wada i jedna zaleta. Jest on kierunkowy, co oznacza, że jego montaż musi zostać wykonany poprawnie. Poprawnie założony czujnik zarządza urządzeniem. Pedałując w kierunku ruchu informujemy urządzenie o potrzebie wspomagania rowerzysty. Wykonując zaledwie pół obrotu korbami w tył zlecamy jednostce centralnej przejście w tryb odzyskiwania energii i następuje powolne wyhamowywanie roweru. Bardzo zmyślne i ważne rozwiązanie, zwłaszcza, gdy Rubbee X używany jest z rowerem w pagórkowatym lub górzystym terenie. Na zjazdach doładowujemy wówczas baterie. Już pewnie domyślacie się, dlaczego niewłaściwy montaż czujnika może być kłopotliwy. Wówczas czujnik zmieni tryb urządzenia i pedałując do przodu ładujemy baterie zamiast otrzymywać wspomaganie. Ten etap przygotowania Rubbee X dla użytkowania jest bardzo ważny, gdyż nie w każdym rowerze da się zainstalować czujnik kadencji zgodnie z zaleceniem producenta. Wiąże się to z konstrukcją ram rowerowych, a ściślej mówiąc relacją szerokości mufy suportu do szerokości tylnych widełek.

Rubbee X

Nie w każdym rowerze znajdzie się wystarczający prześwit pomiędzy wewnętrzną częścią lewej korby a dolnymi widełkami: Grubość czujnika to 15 mm. Aby czujnik nie obijał się o tylne widełki, w/w prześwit powinien wynosić co najmniej 17 mm. Nowe konstrukcje rowerów mają „prześwit montażowy” dla tego urządzenia nawet o 1/3 mniejszy, co wyklucza możliwość prawidłowego zamontowania tego ważnego elementu urządzenia zgodnie z zaleceniami producenta i to jest wada. Zwłaszcza dla mniej technicznie obeznanych rowerzystów. Na szczęście da się obejść ów problem montując czujnik na prawej korbie, lecz uwaga, po jej zewnętrznej stronie, czyli od strony pedału. Może nie jest to idealne miejsce, ale wówczas Rubbee X działa poprawnie. Tu ogromna prośba do producenta – warto położyć nacisk na ten „szczegół” w instrukcji użytkowania.

Rubbee X

Rubbee X

Ciekawym choć niekluczowym elementem systemu jest aplikacja Rubbee X za pośrednictwem której zmienimy tryby wspomagania pomiędzy Eco, Comfort oraz Power. Zobaczymy w niej także ile pozostało w bateriach energii. Na szczęście w praktyce raz ustawiony poziom nie jest na tyle często zmieniany, aby telefon mieć pod ręką. Jeśli nie mamy specjalnego mocowania telefonu na kierownicy, użytkowanie telefonu podczas jazdy nie jest wskazane.

Jednostka centralna wyposażona jest w duże, zintegrowane światło led, które powoduje, że rowerzysta z tym urządzeniem jest widoczny z bardzo daleka i ma prawo czuć się bezpiecznie. Świetne rozwiązanie! Kończąc jazdę Rubbee X można w prosty sposób zdjąć z roweru i zabrać ze sobą, co nie eksponuje naszego e-silnika na ryzyko jego utraty w „niewyjaśnionych okolicznościach”.

Rubbee X

Urządzenie można kupić za ok. 2,5 tys. PLN. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę fakt, że za tyle można kupić już poprawnie jeżdżący rower, to dużo. Ceny elektrycznych rowerów zaczynają się jednak od ok. 8,5 tys. PLN, ale otrzymujemy wówczas grubo ponad 20 kg, dwukołowy pojazd, który niewiele ma wspólnego ze zwinnością i którego wniesienie po schodach nawet dla silnego mężczyzny jest kłopotliwe. W takim razie, jeśli kochamy swój obecny rower, a doładowanie zapewniłoby nam komfort i zasięg przemieszczania się na jednośladzie, alternatywa jaką oferuje Rubbee X jest godna rozważenia. Rower z doładowaniem summa summarum będzie lżejszy od e-bika, portfel zasobniejszy, w garażu pozostanie jeszcze trochę miejsca, a w codziennym użytkowaniu otrzymamy ten sam efekt.

tekst i zdjęcia: Radosław Solan

21 odpowiedzi na “RUBBEE X – E-BIKE’OWY KOMPROMIS”

  1. Marcin Stefański pisze:

    fajna sprawa – ciekawe czy się przyjmie na rynku

  2. dziecko na pedałach pisze:

    Czy to kolejny Chiński gadżet za kilka tysiaków

  3. wojtek pisze:

    to produkt bodajże Litewski

  4. Ewka pisze:

    Jazda bez tylnego błotnika zbyt rozsądna nie jest.

  5. Michał Pan pisze:

    To ebike jest do celów sportowych? To tak jak tour de France przed telewizorem.
    A samo urządzenie całkiem fajne, jak nowa wersja starszych, spalinowych rozwiązań.

  6. Kacper pisze:

    Jak się tym czymś steruje? ręcznie czy automat zapina?

  7. Barbapapa pisze:

    > w/w prześwit
    Autorze… Skrót słów „wyżej wymieniony”, to „ww.”, a nie żadne „w/w”.

  8. Barbapapa pisze:

    Piszemy „litewski” – to przymiotnik.

  9. Barbapapa pisze:

    Piszemy „chiński” – małą literą, bo to przymiotnik.

  10. FlaszGordon pisze:

    W latach 80 tych był polski odpowiednik tego wspomagania. Montowany na przednie koło. Niestety nie pamiętam jaka firma to robiła.

  11. Leszek pisze:

    Cóż to za lowelek z kołami 1 cal lub 2,5 cała?

  12. Sergiusz Wspaniały pisze:

    To szerokość opony.

  13. Bert pisze:

    W Polsce był podobny system ale spalinowy też rolka i też na tylne koło Strasznie szybko wycierał się bieżnik i po 1000 km lub nawet wcześniej trzeba było zmieniać opony

  14. (;) pisze:

    To kolejny badziew rodem z ryrzolandii. A co gdy ktoś ma nie równą oponę?

  15. (;) pisze:

    To kolejny badziew rodem z ryrzolandii.

  16. I. K. pisze:

    Woda, deszcz ? .. czy przeznaczone tylko do jazdy po suchych nawierzchniach?

  17. Waldemar pisze:

    Ciekawe rozwiązanie dla starszych rowerzystów. Cieszę się bo widać że ludzie myślą a nie tylko narzekają

  18. Anonim pisze:

    Miałem takie spalinowe 2. egzemplarze ,rewelacyjne.Montowane na przednie koło (otrzymywaleś napęd na obydwa koła, przód-silnik, tył-siła nóg,nie straszna była jazda w terenie,po plaży, dojechałem do Morskiego Oka).Wykonany silnik przez fabrykę we Wrocławiu,1957r.produkcji na francuskiej licencji, ważył ok.12 kg.,zbiornik paliwa 1,5 l., zasięg powyżej 100 km., miał prądnicę do oświetlenia (zamontowałem halogen przeciwmgielny od Poloneza z latarkową żarówką,cudowna widoczność nocą, szybkość max.25-30 km/h.Ostatni raz widziałem faceta jadącego rowerem z tym silnikiem 15 lat temu,teraz chyba nie do dostania,szkoda…

  19. magazynvip pisze:

    Kłamliwy artykuł sponsorowany. Ceny kompletnych roweròw elektrycznych nie zaczynają się od 8500, a od około 2500, bo już poniżej tej kwoty są u mnie w rodzinie 2 rowery i póki co sprawują się bardzo dobrze, poprawnie i bez problemów.
    Rolka na oponę w cenie roweru elektrycznego – całkowicie zmarnowane pieniądze.

  20. Daniel pisze:

    Jesteś niekumaty czy udajesz?

  21. Jaco pisze:

    Ryrzolania jest obecnie w 22 wieku w porównaniu z Wódkolandia (PL) która nie do końca zaliczyła 20 wiek. Byłem widziałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2020