Menu

Włodek Pawlik – Muzyka to uzależniająca pasja i profesja

Pierwszy w historii polskiego jazzu laureat nagrody Grammy za płytę „Night in Calisia”, znakomity polski pianista, kompozytor muzyki jazzowej, filmowej i teatralnej, lider Włodek Pawlik Trio mówi o symbiozie jazzu z muzyką Stanisława Moniuszki i o tym, że marzenia się spełniają

22 lutego ukazał się twój najnowszy autorski album „Pawlik/Moniuszko: Polish Jazz”. Nagrałeś go z muzykami, z którymi na co dzień współpracujesz: z kontrabasistą Pawłem Pańtą i perkusistą Adamem Zagórskim. Album cieszy się dużym zainteresowaniem…

Włodek Pawlik– Tak. Sprzedaje się całkiem dobrze.

Włodek Pawlik

2019 r. został uznany przez UNESCO i polski parlament za Rok Moniuszkowski. Czy to jedyny powód powstania albumu? Jak doszło do jego realizacji?

Włodek Pawlik– Obchody 200. rocznicy urodzin Stanisława Moniuszki nie były bezpośrednią i jedyną przyczyną powstania tego albumu. Oczywiście jest to bardzo ważny szczegół, że album ukazał się akurat na początku 2019 r., ale pomysł nagrania muzyki Moniuszki na jazzowo wpadł mi do głowy już latem ubiegłego roku. Nie ukrywam, że duże znaczenie miały także moje rozmowy z żoną Jolą, która jest jednocześnie moją menedżerką oraz wydawcą moich płyt, m.in. „Night in Calisia”, „America” czy „Pawlik/Moniuszko: Polish Jazz”. Po rozmowach z nią przyszedł czas na konkret. W grudniu Jola otrzymała nagrodę anglojęzycznego pisma „Polish Market” za propagowanie muzyki Stanisława Moniuszki. Jest jak mało kto w Polsce specjalistką od twórczości tego kompozytora, czego efektem są bardzo profesjonalne edycje jego pieśni na płytach CD. Wydała ich już trzy wolumeny. Nagrywa je ze studentami wokalistyki Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. W planach ma nagranie kompletu pieśni Moniuszki, ponieważ ten wielki polski kompozytor jest większości Polaków znany przede wszystkim z dwóch oper – „Halki” i „Strasznego Dworu” i może z 20 czy 30 pieśni. Natomiast jego spuścizna kompozytorska, mówię tutaj o słynnych „Śpiewnikach domowych”, obejmuje około 300 utworów wokalnych, więc jest co publikować, wykonywać i nagrywać. W dyskografii polskiej muzyki jest wielka luka, jeżeli chodzi o całościowe nagrania twórczości Moniuszki. Jola wypełnia te zaniedbania sukcesywnie, raz do roku wydając kolejny wolumen. Jej pasja zbliżyła mnie do Moniuszki na jazzowo.

Czyli Jola cię zainspirowała?

Włodek Pawlik– W dużym stopniu, chociaż muzykę Moniuszki poznałem już w dzieciństwie, kiedy akompaniowałem na fortepianie do jego pieśni mojej mamie, która była śpiewaczką i miała w repertuarze wiele znanych utworów tego kompozytora. Od tamtego czasu lubię tę muzykę, jednak nigdy nie była ona dla nie najważniejszą muzyczną pasją. Bardziej interesowała mnie klasyka fortepianowa, a równolegle muzyka jazzowa i komponowanie. Dzięki mojej żonie po kilkudziesięciu latach znowu zbliżyłem się do Moniuszki. Coraz częściej słuchałem tych pieśni.

Wracając do wątku nagrody, jaką otrzymała moja żona, właśnie na wspomnianej gali Jola wykonywała ze studentami pieśni Moniuszki w oryginale. Ja po raz pierwszy wykonałem publicznie z moim Trio trzy pieśni Moniuszki: „Prząśniczkę”, „Znasz-li ten kraj” i „Pieśń wieczorną” w wersji jazzowej. Nasz występ spotkał się z gorącym entuzjazmem publiczności. Zaraz po koncercie wiele osób podchodziło do mnie i pytało, czy nagrałbym płytę z utworami Moniuszki, bo to świetnie brzmi. Pomyślałem, że jest coś na rzeczy i że może warto pójść krok dalej z tym tematem. Już w Boże Narodzenie zacząłem opracowywać sześć następnych pieśni. Tuż po świętach weszliśmy do studia, a 31 grudnia 2018 r. skończyliśmy nagrywanie. W sumie na płycie znalazło się 9 utworów.

To pierwsza płyta na polskim i światowym rynku fonograficznym wyłącznie z utworami Moniuszki w jazzowej interpretacji. W jaki sposób dokonałeś wyboru utworów, które się na niej znalazły?

Włodek Pawlik– Na płycie znalazły się utwory, które już wcześniej znałem, np. „Prząśniczka”, „Aria Jontka” z opery „Halka”, „Pieśń wieczorna” czy „Znasz-li ten kraj”. Z wyborem tych kompozycji nie miałem problemu, ponieważ osadziły się gdzieś głęboko w mojej pamięci i wrażliwości muzycznej. Te melodie towarzyszyły mi od dzieciństwa. W ich przypadku chodziło tylko o to, aby na nowo przełożyć je na język jazzu. Ale były także takie utwory, które „zapukały” do mnie po raz pierwszy, chociażby piękna pieśń „Matko, już nie ma cię”. W dużej mierze była to właśnie zasługa żony.

Włodek Pawlik

W jaki sposób podszedłeś do aranżacji utworów?

Włodek Pawlik– Jest to teren absolutnie dziewiczy. O ile mamy setki wykonań Chopina w jazzowych interpretacjach i jest tu jakaś tradycja, można się do czegoś odwołać, czegoś doszukać, spróbować skonfrontować, to w przypadku Moniuszki było dla mnie bardzo ekscytujące to, że posługując się jazzowym językiem, mogłem przedstawić muzykę, która do tej pory była znana jako kanon romantycznej pieśni. Praca nad Moniuszką w jazzowych aranżacjach była fascynująca. Kontakt z tą muzyką jest dla mnie czymś szlachetnym i naturalnym. Nie musiałem się bardzo wysilać, aby na siłę coś zmieniać. Cieszę się, że powstała tak spójna stylistycznie symbioza między romantycznymi pieśniami a moimi jazzowymi pomysłami. W muzyce jazzowej najistotniejsze jest znalezienie równowagi między elementami stałymi: melodią i harmonią a miejscami przeznaczonymi na improwizacje. W amerykańskiej tradycji jazzowej najpopularniejsze jest improwizowanie popularnych swingowych piosenek, tzw. standardów jazzowych, np. Gershwina czy Cole’a Portera. Okazuje się, że niektóre melodie Moniuszki idealnie wpisują się w ten główny kanon jazzu. To dla mnie niesamowite odkrycie i wielka muzyczna przygoda.

Czy każdy utwór klasyczny można zaaranżować na jazzowo?

Włodek Pawlik– Najprawdopodobniej można, lecz na końcu jest pytanie o artystyczny efekt, muzyczną wartość. Z mojego jazzowego punktu widzenia dużo lżej, łatwiej i przyjemniej jest improwizować piosenki Gershwina, a ostatnio Moniuszki, niż np. pieśni Schuberta czy dzieła Pendereckiego.

Czy uważasz, że muzyka Stanisława Moniuszki w jazzowym wydaniu trafi do szerszej publiczności – ludzi, którzy może nigdy nie zainteresowaliby się tą muzyką?

Włodek Pawlik– Wiem, że już trafiła. Rozmawiamy w momencie, kiedy płyta rozchodzi się w tysiącach egzemplarzy. Oczywiście nie są to oryginalne wersje pieśni Moniuszki, ale myślę, że nabywcy tego krążka przy okazji jego słuchania zbliżą się w naturalny sposób do oryginalnej twórczości kompozytora, ot, choćby dla porównania. Niewątpliwie za sprawą naszego jazzowego albumu Moniuszko na naszych oczach staje się coraz bardziej en vogue. Warto zauważyć, że komponował on w tym samym czasie co Fryderyk Chopin. O Chopinie wiemy prawie wszystko, gloryfikujemy jego muzykę od rana do nocy. Jednocześnie trochę jakbyśmy zapomnieli w ostatnich 20–30 latach o wyjątkowym znaczeniu twórczości kompozytora „Halki” dla naszej kultury.

A jak ważna jest dla ciebie twórczość Stanisława Moniuszki?

Włodek Pawlik– W tej chwili jest najważniejsza, ponieważ jestem w trakcie promocji płyty i grania koncertów z tym repertuarem. Naprawdę cieszę się z autentycznego zainteresowania tymi nagraniami, począwszy od mediów, organizatorów festiwali, a skończywszy na fantastycznym odbiorze tej muzyki przez publiczność na koncertach. Kalendarz wydarzeń związanych z wydawnictwem „Pawlik/Moniuszko” wypełnia się błyskawicznie. Z tego względu jest to dla mnie sprawa numer jeden. Ten album to jak nowo narodzone dziecko w rodzinie, które na dodatek świetnie się rozwija. Warto chyba dodać, że twórczość Stanisława Moniuszki związana jest z okresem zaborów, kiedy to Polski nie było na mapie Europy. Pieśni Moniuszki, podobnie jak poezje Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida, miały kolosalne znaczenie dla poprzednich pokoleń Polaków w utrwaleniu dziedzictwa polskiej tradycji, języka i muzyki ludowej. W trudnych czasach Moniuszko wpływał swoimi operami i pieśniami na narodową świadomość Polaków w równym stopniu jak Fryderyk Chopin mazurkami, polonezami czy fortepianowymi balladami.

Czym jest dla ciebie muzyka?

Włodek Pawlik– Jest jednocześnie pasją, profesją i praktycznie najważniejszym, uzależniającym jak narkotyk, zjawiskiem w moim życiu. Traktuję moją aktywność muzyczną jako swoisty dialog ze słuchaczami. To właśnie muzyka jest sferą doznań wykraczających poza materialny aspekt naszej codziennej rzeczywistości. Jazz jest najbardziej związanym ze mną gatunkiem, ale nie jest moją jedyną muzyczną pasją. To dla mnie również kompozycje na orkiestrę, muzyka filmowa, wokalna etc.

Czy masz plany na następną płytę znanego kompozytora w jazzowej aranżacji?

Włodek Pawlik– Teraz jest czas na promocję koncertową ostatnio wydanej płyty. Ten rok rozpoczął się od Moniuszki i myślę, że będzie związany przede wszystkim z tym projektem. Na razie chcę się cieszyć z tej pięknej, nowej muzycznej przygody i nie mam potrzeby szukania na siłę czegoś innego. Carpe diem!

Współpracujesz z gwiazdami polskiej muzyki pop, takimi jak. Kayah, Margaret. Czy w tym zakresie przygotowujesz jakieś projekty?

Włodek Pawlik– Od czasu do czasu zdarzają mi się koncerty z gwiazdami muzyki pop, ale jest to w moim przypadku niezobowiązujący nurt, choć przynoszący mi dużo satysfakcji. W tym momencie Moniuszko i nowa płyta są dla mnie najważniejsze. Jeśli już o to pytasz, to w maju mam wspólny występ z Justyną Steczkowską.

Masz w planach inne projekty, związane np. z muzyką filmową?

Włodek Pawlik– Właśnie skończyłem nagranie muzyki do filmu fabularnego. Na razie tytułu nie będę zdradzać, ale myślę, że niedługo będzie o nim głośno. Chciałbym w przyszłości nagrać moje oratorium „Pieśń o Bogu Ukrytym”, które było w ubiegłym roku dość często wykonywane z Polską Operą Królewską. W kolejce do nagrania czeka też moja kantata „Myśląc ojczyzna”, którą skomponowałem 3 lata temu. To półtoragodzinne dzieło chóralno-orkiestrowe, które powstało na zamówienie Ministerstwa Kultury z okazji obchodów chrztu Polski. Ponadto w trakcie montażu jest rejestracja video dwóch koncertów zespołu Włodek Pawlik Trio feat. Randy Brecker z Blue Note Jazz Club w Nowym Jorku z ubiegłego roku.

W 2014 r. otrzymałeś nagrodę Grammy w kategorii Best Large Jazz Ensemble Album za płytę „Night in Calisia”, nagraną z trębaczem Randy Breckerem, Włodek Pawlik Trio i Orkiestrą Filharmonii Kaliskiej. Tą pierwszą nagrodą Grammy w historii polskiego jazzu przeszedłeś do historii, a płyta uzyskała podwójną platynę za sprzedaż ponad 20 tys. egzemplarzy w Polsce. Jak z perspektywy czasu nagroda zmieniła twoje życie?

Włodek Pawlik– Do otrzymania nagrody Grammy byłem w sumie uznanym i cenionym muzykiem, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jednak po nagrodzie Grammy moja rozpoznawalność wzrosła do potęgi n-tej. Nagroda Grammy była dla mnie jak odsłonięcie kurtyny, otworzyła bardzo wiele okien, zarówno w Polsce, jak i w USA, w Japonii… Można powiedzieć, że jest to wydarzenie z kategorii dreams come true. Dla mnie jest też fajną sprawą, że z tą nagrodą utożsamia się tylu rodaków, że są z tej mojej nagrody naprawdę dumni. Widzą, że Polak też potrafi, że warto ciężko pracować, warto się poświęcić jakiejś pasji i wtedy są tego efekty. Patrząc na to z tej perspektywy, to nie jest tylko moja nagroda, lecz także dla tych, którzy mają w sobie potrzebę wyjścia z lokalnych opłotków i zmierzenia się z wyzwaniami z najwyższej półki.

Czujesz się bardziej kompozytorem czy pianistą jazzmanem?

Włodek Pawlik– Traktuję oba te zajęcia jak działalność równoległą. Nie rozdzielam tych dwóch rzeczy. Mam taką naturę, że korzystam z różnych form uprawiania muzyki. Uwielbiam koncerty i ten jedyny w swoim rodzaju muzyczny dialog z publicznością. Ale gdy trzeba, zamykam się w czterech ścianach i poświęcam się tylko komponowaniu.

Jesteś także pedagogiem na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina. Jak ważna jest dla ciebie praca z młodszym pokoleniem muzyków?

Włodek Pawlik– Bardzo ważna, ponieważ mnie też ktoś kiedyś wprowadzał w świat muzyki. Byłem studentem wielkiej pianistki Barbary Hesse-Bukowskiej, jak również Andrzeja Ratusińskiego, który był jej asystentem. To oni ukształtowali moją pianistykę, podejście do gry na fortepianie. Ale też współpraca ze starszymi ode mnie wspaniałymi jazzmanami, takimi jak Randy Brecker, Billy Hart, Richie, Cole, i wieloma innymi była dla mnie za każdym razem wyjątkową lekcją muzyki. Dlatego uważam, że moim obowiązkiem jest dzielenie się z młodymi, utalentowanymi muzykami własnymi doświadczeniami. To bardzo naturalna droga przekazywania tego, co w muzyce najwspanialsze, najwartościowsze.

Twoja żona realizuje obecnie Festiwal Moniuszki na Trakcie Królewskim. Wydała także płytę „Moniuszko. Pieśni”, na której znalazły się 24 pieśni kompozytora w wersji klasycznej…

Włodek Pawlik– Tak, jest pomysłodawczynią obu tych przedsięwzięć. Koncerty w ramach Festiwalu Moniuszki na Trakcie Królewskim odbywają się co miesiąc w pięknym Pałacu Staszica, obecnie siedzibie Polskiej Akademii Nauk. Jeżeli chodzi o album z pieśniami, to ukazał się on na rynku w tym samym czasie co moja jazzowa płyta. Warto podkreślić, że jesteśmy wydawcami tych dwóch kompaktów jako firma Pawlik Relations.

Wszyscy najbliżsi w twojej rodzinie są muzykami. Jak ważna jest dla ciebie rodzina? To chyba bardzo inspirujące i pomocne w drodze twórczej?

Włodek Pawlik– Rodzina dla mnie to najbliżsi, obdarzeni przeze mnie pełnym zaufaniem ludzie, ale w naszym przypadku to również dobrze prosperująca na rynku muzycznym firma rodzinna. Moja żona jest spiritus movens tej działalności – wydawcą i producentką wielu moich płyt, również „Night in Calisia”. Tak więc, nie ma jak rodzina!

Rozmawiała Ewa Ploplis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2020