Wojciech Korzeniewski

Wojciech Korzeniewski – Kariera warta opowieści

Opublikowano: 2 lutego 2025

Moje wieloletnie doświadczenie chciałbym przekazywać młodym ludziom i pomagać im w spełnianiu marzeń. Wydaje mi się, że mam na to receptę i pomysły. Przede wszystkim trzeba samemu wiedzieć, czego chce się dokonać w życiu. Nie czekać na managera,  impresaria i gwiazdkę z nieba. Postawić sobie konkretne cele, nie oglądać się na otoczenie i opinie, tylko samemu ciężko pracować – mówi Wojciech Korzeniewski, którego historią kariery można poznać w nowo wydanej książce „Wojciech Korzeń Korzeniewski”.

Co zainspirowało Pana do stworzenia książki pt. „Wojciech Korzeń Korzeniewski”?

Wojciech Korzeniewski: Nie zamierzałem pisać i wydawać książki na swój temat. Ten pomysł zgłosił do wydawnictwa Region mój serdeczny przyjaciel i biznesmen Zbigniew Canowiecki, u którego boku 50 lat temu rozpoczynałem karierę zawodową w Towarzystwie Przyjaciół Sopotu. To z jego inicjatywy wydawnictwo uruchomiło cykl książek, zatytułowany „Ludzie Pomorza”. Przedstawił wydawnictwu moją kandydaturę i odpowiednio to uzasadnił. Przez wiele lat nasze losy często się krzyżowały, pracowaliśmy w różnych zawodach i instytucjach, ale przyjaźń i współpraca funkcjonuje do dzisiaj. Mało kto zna tak dobrze moje dotychczasowe dokonania tak jak on.

Jakie były największe wyzwania podczas pracy nad książką?

Wojciech Korzeniewski: Najcięższą pracę nad książką wykonywała dziennikarka Magdalena Świerczyńska-Dolot, która miała za zadanie wydobyć całą moją wiedzę, a przede wszystkim odkopać moje archiwalia ze zdjęciami, kliszami, nagraniami, dokumentami, pamiątkami, dyplomami, wycinkami prasowymi, wydawnictwami czy artefaktami. Przez kilka miesięcy ścigała mnie z mikrofonem i dyktafonem po całym Trójmieście − w biurze, hotelu Szydłowski, na dworcu w Sopocie, w kawiarni Pociąg do…, w restauracji, a nawet szpitalu, tuż po operacji biodra. Na każde spotkanie przywoziłem walizki z archiwaliami, które potem Magda w domu przeglądała i wybierała do tekstów w książce. Podziwiam ją, że jakoś to wszystko opanowała i dzięki niej, a potem pracownikom wydawnictwa powstała ta książka. To efekt kilku miesięcy ciężkiej pracy.

Największy ból głowy miałem z ilością tematów, których nie potrafiłem zmieścić w tej książce ze względu na ograniczoną liczbę stron. Do dzisiaj denerwuję się, że nie mogłem poruszyć wielu wydarzeń, w których brałem udział, a które miały sensacyjne wątki. Sam często zastanawiam się, jak to jest możliwe, że miałem okazję pracować w tylu zawodach, poznać powszechnie znane osobistości ze świata kultury, sportu, biznesu czy polityki. To nie miało prawo zmieścić się w jednej książce.

Wojciech Korzeniewski

Czy mógłby Pan opowiedzieć więcej o swojej drodze kariery – od nocnego stróża do lidera w świecie polskiej estrady?

Wojciech Korzeniewski: Tak, pracowałem jako woźny w Przychodni Miejskiej w Sopocie i do dzisiaj mam legitymację i umowę o pracę. Kiedy zmarł mój ojczym, postanowiłem pomóc mamie w utrzymaniu rodziny. Wstawałem o 5:00 rano, otwierałem budynek przychodni, wykonywałem czynności zgodnie z umową, a potem na 8:00 szedłem do szkoły. Wieczorem przygotowywałem obiekt do zamknięcia i gasiłem światła. Do domu miałem bardzo blisko − jakieś 500 m. Tak pracowałem ok. 6 miesięcy. W sezonie pracowałem na plaży, obsługując tabuny turystów. W 1970 roku jako student dostałem pracę sezonową jako pracownik techniczny w Operze Leśnej w Sopocie.

To był pierwszy kontakt z gwiazdami z kraju i ze świata, tam zawierałem pierwsze znajomości i przyjaźnie z ludźmi z estrady, telewizji, radia i filmu. Połknąłem bakcyla i konsumuję go do dzisiaj. To był też pierwszy kontakt związany z organizacją sopockich festiwali. Pełniłem przy festiwalach wszystkie możliwe funkcje − od pracownika technicznego, przez biletera, pilota, tłumacza, szefa reklamy i marketingu, po rzecznika prasowego, aż w końcu zostałem prezydentem i współwłaścicielem tego wydarzenia. Spełniło się moje marzenie i otworzyły się drzwi do funkcjonowaniu w ogólnopolskich i  międzynarodowych wydarzeniach muzycznych w kilkudziesięciu krajach na kilku kontynentach. Razem z moim bratem bliźniakiem Grzegorzem Korzeniewskim i Wiesławem Śliwińskim założyliśmy w 1982 roku pierwszą prywatną firmę w Polsce, która zawodowo zajęła się promocją artystów rockowych, organizacją i oprawa marketingową festiwali, produkcją płyt im wydawnictw muzycznych. Łamaliśmy ówczesne monopole, zajmując się eksportem i importem artystów oraz produkcją wszelkich wydawnictw muzycznych. Ta mała firma mieściła się w naszym sopockim mieszkaniu pod nazwą Biuro Usług Promocyjnych na ul. Kościuszki 11 obok cukierni „Rydelek”.

W jaki sposób muzyka rockandrollowa wpłynęła na Pana życie zawodowe i osobiste?

Wojciech Korzeniewski: Praca w rockandrollowym świecie całkowicie mnie pochłaniała, przez kilkanaście lat podróżowałem z artystami w trasach koncertowych i uczestniczyłem w festiwalach, konferencjach międzynarodowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Podróżowałem samolotami, pociągami, samochodami z hotelu do hotelu. Straciłem rachubę czasu. Cierpiała na tym rodzina. Nigdy nie miałem normalnych wakacji, bo to był sezon ogórkowy na organizację tras koncertowych czy uczestnictwo w różnego typu imprezach jako impresario, juror, dziennikarz, producent telewizyjny, kierowca, wydawca, promotor.  Narzuciłem sobie ogromne tempo i podejmowałem się wielu wręcz niewykonalnych, skazanych na porażkę wyzwań. Teraz robię to wszystko już w innym wymiarze i bardziej spokojnie. Dopiero teraz doceniam pewne rzeczy i zaczynam dbać o swoje zdrowie, ale w tle jest zawsze rock & roll, który dodaje mi energii, szczególnie przy współpracy z młodzieżą.

Czy w książce znajdziemy wyjątkowe anegdoty lub historie związane z Pańską działalnością artystyczną i biznesową?

Wojciech Korzeniewski: Mój wywiad rzeka zawiera wiele anegdot, a nawet sensacyjnych wątków. W moim życiu ogromną rolę odegrał Jerzy Gruza, z którym przeżyłem wiele przygód i uwielbiałem jego towarzystwo. Na festiwalu w Cannes odegrałem życiową rolę jako „żona” Gruzy, ale o szczegółach poczytają Państwo w książce. Jerzy Gruza z kolei odegrał pewną rolę w przejęciu przez nas prywatnie Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie i otwarciu Kasyna w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Opisuje też historię mojego wpływu na karierę zespołu Kombi, Ireny Jarockiej czy Marka Piekarczyka z zespołem TSA, którzy za moją namową wystąpili w głównych rolach spektaklu „Jesus Christ Superstar”.

Wspominam też własna głupotę, w finale bankructwo na bazie inwestycji w pewien gastronomiczny projekt pn. „Non Stop”. Nie udało się i nie zostałem królem gastronomii. Dużo anegdot wiąże się też z moją przygodą na Kaszubach i Kociewiu, a szczególnie w Szymbarku i Przywidzu. Osobna przygoda to historia powstania ruchu muzycznego MMG Muzyka Młodej Generacji, co było na tamte czasy rewolucją w polskiej muzyce rockowej. Zaczęło się w Sopocie, a potem ugruntowało w Jarocinie itd. itp. MMG otworzyło bramy do kariery wielu gwiazdom polskiego rocka lat 80. To przeszło do historii i za to wielokrotnie uhonorowano mnie, Marcina Jacobsona, Waltera Chełstowskiego i Jacka Sylwina.

Wojciech Korzeniewski

Co chciałby Pan, aby czytelnicy wynieśli z lektury tej książki?

Wojciech Korzeniewski: W mojej 50-letniej pracy najważniejsze było to, że udało mi się zgromadzić wokół siebie fantastycznych ludzi, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakty i współpracuję. Zaczynałem swoją karierę jako sportowiec i działacz sportowy. W nagrodę przeżyłem udział w dwóch największych imprezach z wielkimi sukcesami dla polskiego sportu. To Igrzyska Olimpijskie w Monachium w 1972 roku oraz Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w RFN  w 1974 roku.

O Zbyszku Canowieckim już wspomniałem, ale w 1975 roku zacząłem pracować z moim największym mentorem, niezwykłym animatorem kultury Andrzejem Cybulskim. To dzięki niemu zawodowo wkroczyłem w show-biznes i pracowałem jako szef reklamy instytucji  BART Bałtyckiej  Agencji  Artystycznej w Sopocie.  Zajmowałem się promocją koncertów wszystkich największych gwiazd polskiej i zagranicznej estrady. Po 4 latach pracy na państwowym etacie zaczął się etap funkcjonowania naszej prywatnej firmy BUP. Zzaczęliśmy z bratem i Wiesławem Śliwińskim inwestować w promowanie gwiazd polskiego rocka przy udziale Ministerstwa Kultury i Polskiej Agencji Artystycznej PAGART. Byliśmy wtedy pierwszą i największą prywatną firmą, która zdominowała rynek krajowy, odnosząc  poważne sukcesy impresaryjne, promocyjne i wydawnicze. Mieliśmy wtedy ogromny wpływ na wszystko, co działo się w polskiej rozrywce, a zaczęło się od festiwalu Pop Session. Potem powołaliśmy ruch muzyczny MMG i zorganizowaliśmy festiwal MMG w Jarocinie, gdzie zaczęły karierę największe gwiazdy polskiego rocka lat 80. Niektóre z nich funkcjonują do dzisiaj jako legendy.

Jakie projekty i inicjatywy były dla Pana szczególnie ważne w trakcie wieloletniej kariery?

Wojciech Korzeniewski: Kropką nad i było przejęcie i sprywatyzowanie jednego z największych festiwali w Europie, czyli festiwalu w Sopocie w 1988 roku, którego nikt nie chciał organizować i sfinansować. To było tuż przed transformacją. My podjęliśmy to wielkie ryzyko. Odnieśliśmy sukces organizacyjny i promocyjny, importując światowe gwiazdy i producentów MTV z Londynu. To dzięki nim pobiliśmy rekordy emisji telewizyjnej z  festiwalu za granicą − już nikomu do dzisiaj nie udało się to na taką skalę.

Jak czuje się Pan z tym, że Pana praca miała tak duży wpływ na polski show-biznes?

Wojciech Korzeniewski: Moje wieloletnie doświadczenie chciałbym przekazywać młodym ludziom i pomagać im w spełnianiu marzeń. Wydaje mi się, że mam na to receptę i pomysły. Przede wszystkim trzeba samemu wiedzieć, czego chce się dokonać w życiu. Nie czekać na managera,  impresaria i  gwiazdkę z nieba. Postawić sobie konkretne cele, nie oglądać się na otoczenie i opinie, tylko samemu ciężko pracować. Skupić wokół siebie właściwych ludzi o podobnych zainteresowaniach i marzeniach. Współpracując z innymi i wspierając się wzajemnie, wejść na podium jako numer 1.

Rozmawiał: Mariusz Gryżewski

 

Udostępnij ten post:



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Powiązane treści
Vortumnus
Vortumnus to marka, która od prawie 50 lat łączy rod...
Fairy Tales
Grudzień to miesiąc pełen świątecznej magii. Wszędzi...
BNP Paribas Warsaw SerialCon
BNP Paribas Warsaw SerialCon, pierwszy w Polsce fest...
Teatr Wielki Opera Narodowa
„Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie” otwiera...
Chopin
Immersyjna wystawa będąca zaproszeniem do świata naj...
Nowe artykuły
Pożegnanie bliskiej osoby to moment, w którym każdy gest nab...
Tematy związane ze śmiercią, pochówkiem i oddawaniem czci zm...
Wyzwanie Klub 555 rozwija samodyscyplinę głównie przez regul...