Menu
Sławomir Kułakowski

O sile polskiego sektora obronnego świadczy wielkość eksportu

Bez silnego przemysłu obronnego Polska nigdy nie będzie niezależnym, szanowanym i poważanym na świecie państwem, zawsze będzie musiała realizować politykę wielkich. Na tę chwilę jestem pesymistycznie nastawiony na przyszłość, bo widzę, co się dzieje, czy raczej jak niewiele się dzieje – mówi Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju

W jakich nastrojach i z jakimi oczekiwaniami będą jechały polskie firmy zbrojeniowe na tegoroczne targi MSPO?

Sławomir Kułakowski − Nastroje w naszym środowisku są mieszane. Wynika to głównie z tego, że wiele mówi się o zmianach potrzebnych w branży, słyszymy coraz to nowe obietnice rządowe, lecz niewiele z tego wynika. Mam wrażenie, że stoimy  w miejscu, a pandemia to dla decydentów łatwa wymówka. Nieudolni politycy i menedżerowie bardzo chętnie korzystają z okoliczności i operują tym słowem wytrychem, licząc, że Covid usprawiedliwi ich bezczynność.

O sile polskiego sektora obronnego świadczy wielkość eksportu. Niestety obecnie mamy do czynienia z ewidentnym brakiem wsparcia eksportu ze strony rządu, przez co cierpią producenci wyrobów, które mają duży potencjał, ale nie mogą się przebić na rynki zagraniczne – właśnie ze względu na brak odpowiedniej promocji i pomocy państwa. Trzeba jasno powiedzieć, że żadne przedsiębiorstwo sektora obronnego, nawet należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, nie zdobędzie samodzielnie znaczących kontraktów eksportowych, jeżeli jego wysiłkom nie będzie towarzyszyło metodyczne wsparcie struktur rządowych. Faktem jest, że dziś firmy sektora nie mogą liczyć na pomoc. Ten, kto twierdzi inaczej, zaklina rzeczywistość.

W konsekwencji poprzez swoją opieszałość zostajemy w tyle w stosunku do naszych sąsiadów. Wystarczy popatrzeć na Ukrainę, która systematycznie przekształca narodowy przemysł obronny. Powołano tam nawet Ministerstwo Przemysłów Strategicznych, które wspiera również przemysł obronny. Skutecznie – wystarczy porównać wielkość eksportu Ukrainy i Polski. Wiele wyrobów mamy na porównywalnym poziomie, niektóre wręcz lepsze, ale zamykamy się na własnym rynku, co nikomu nie służy.

Jak sprawdzają się założenia przyświecające powołaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej i jej roli?

Sławomir Kułakowski − Niestety z obietnic niewiele wynikło. Nadal jest pobierana dywidenda od firm, którym potem brakuje środków na bieżącą działalność produkcyjną, na czym zyskuje centrala, wykazując ponad 80 mln zł zysków za ubiegły rok. Przy tym PGZ nie zrealizowała żadnego kontraktu eksportowego. Gdyby nie dywidenda, PGZ byłaby na minusie. Jedynym plusem jest malejące zatrudnienie w strukturach PGZ, choć nadal mamy do czynienia z przerostem kadrowym. Struktura Grupy bardziej przypomina organizację urzędniczą niż biznesową. Do tego dochodzi duża fluktuacja kadr, a destabilizacja nie służy wdrażaniu strategii prorozwojowych, bo nowi członkowie zarządów mają różne wizje rozwoju, które nie są doprowadzane do końca.

Czy podobny brak spójnej wizji i konsekwencji przypisałby pan rządzącym?

Sławomir Kułakowski − Decyzje na najwyższych szczeblach zarządczych związanych z obronnością są podejmowane ad hoc i trudno je racjonalnie wytłumaczyć. Przykładem może być ostatni news o zakupie czołgów Abrams. Takie nieprzemyślane decyzje, zwłaszcza dotyczące wielomilionowych zakupów, robią krzywdę krajowemu przemysłowi zbrojeniowemu. Dodajmy, że rząd nie potrafi dogadać się z państwami ościennymi, aby realizacja tak dużego projektu odbywała się w kooperacji międzynarodowej, jak wielokrotnie miało to miejsce w tradycji i historii polskiego przemysłu obronnego. Takie rozwiązanie niesie wiele korzyści: od podziału kosztów, przez wykorzystanie atutów narodowych, po szybszą realizację procesu produkcyjnego.

Przykre jest to, że nie wykorzystaliśmy szansy, żeby stać się wiodącym regionem Europy, jaką dostaliśmy wiele lat temu, i do tej pory nie wyciągnęliśmy z tego zaniedbania wniosków. To, że polski sektor zbrojeniowy cały czas się jakoś kręci, jest wielką zasługą pracujących w nim ludzi, którzy nie poddają się wbrew przeciwnościom. Weźmy choćby Grupę WB, która bez wsparcia państwa wypracowała sobie takie kontakty zagraniczne, że jej zamówienia eksportowe przewyższają wielkość kontraktów eksportowych wielu firm z Grupy PGZ. Podkreślę jeszcze raz – to eksport utrzymuje branżę zbrojeniową w dobrej kondycji finansowej, bo nie powinniśmy opierać się tylko na zamówieniach Wojska Polskiego. Temu zachwianiu dała początek polityka ministra Macierewicza, który dążył do tego, by zamówienia dostawały firmy państwowe, marginalizując znaczenie przedsiębiorstw prywatnych. Nie tędy droga. Do tego doszły duże zakupy zagraniczne dla wojska.

W efekcie przedsiębiorstwa prywatne branży obronnej w dużym stopniu przestawiły się na rynek cywilny albo zdywersyfikowały ofertę. Bez silnego przemysłu obronnego Polska nigdy nie będzie niezależnym, szanowanym i poważanym na świecie państwem, zawsze będzie musiała realizować politykę wielkich. Na tę chwilę jestem pesymistycznie nastawiony na przyszłość, bo widzę, co się dzieje, czy raczej jak niewiele się dzieje.

Czy mamy produkty, które mogłyby zainteresować świat?

Sławomir Kułakowski − Tak naprawdę wszystko sprowadza się do tego, jak się dany produkt zareklamuje. Świat potrzebuje różnego rodzaju uzbrojenia, niekoniecznie supernowoczesnych produktów dorównujących osiągnięciom największych potęg. Wiele polskich produktów ma duże szanse na sprzedaż na rynkach obcych, bo nie wszystkie kraje są zainteresowane wyłącznie najnowszymi rozwiązaniami hi-tech. Uważam, że firmy powinny mieć w ofercie uzbrojenie w dwóch wariantach – na krajowy rynek, obowiązujące dla MON, i w cenach eksportowych, żeby móc je korzystnie sprzedać. Inna sprawa, że firmom często jest wygodniej bazować na wewnętrznych zamówieniach niż zabiegać o rynki zagraniczne. Jeżeli nie ma zatwierdzonej narodowej strategii rozwoju dla sektora, uwzględniającej eksport krajowej produkcji, ani stabilizacji kadrowej, zwłaszcza na szczeblu kierowniczym, to trudno mówić o impulsach do rozwoju i ekspansji zagranicznej.

Ponad rok temu rząd zatwierdził program PGZ, przekazując 400 mln zł m.in. na rozwój amunicji. Do tej pory trwa proces inwestycyjny, a wszystkie komponenty kupujemy za granicą, co wiele lat temu było nie do pomyślenia, bo krajowa produkcja kwitła. Nasze wyroby zbrojeniowe w dużej mierze opierają się na importowanych częściach. Zlikwidowaliśmy produkcję wielu komponentów tylko dlatego, że zabrakło spójnej wizji i strategii rozwoju sektora. Szkoda potencjału, który bardzo łatwo marnujemy.

Czy cyberbezpieczeństwo jest już pełnoprawnym uczestnikiem rynku obronnego?

Sławomir Kułakowski − Cyberbezpieczeństwo jest dziś w zasadzie kolejnym rodzajem sił zbrojnych, który dla efektywności swoich działań potrzebuje specjalistycznego sprzętu. Tu kluczem do sukcesu są przede wszystkim kompetentni, kreatywni informatycy, którzy opracowują skuteczne rozwiązania związane z nowym typem walki i nowymi zagrożeniami. Ich zadanie sprowadza się w dużej mierze do identyfikowania i eliminowania wszelkich luk, którymi może wedrzeć się przeciwnik. Odpowiednie integrowanie i zabezpieczanie sieci przed cyberatakami jest dziś warunkiem bezpieczeństwa państwa.

Pandemia pokazała nam, jak wielką siłę może mieć wirus. Czy zagrożenia natury biologicznej też zagrażają bezpieczeństwu państwa?

Sławomir Kułakowski − Oczywiście. Od lat zagrożenie biologiczno-chemiczne odgrywa na polu walki dużą, wręcz coraz większą, rolę. Ten rodzaj zagrożenia, podobnie jak cyberataki, eliminuje lub ogranicza do minimum czynnik ludzki. W efekcie ogromna siła rażenia jest osiągana stosunkowo małym kosztem i wysiłkiem. Co więcej, są to z reguły nieznane dotychczas zagrożenia, którym niełatwo jest stawić czoła. A przecież o to chodzi przeciwnikowi. Wykorzystanie wirusów w wojnie może przynieść dotkniętej stronie nieocenione straty, będąc dla napastnika małym kosztem. Absolutnie nie można lekceważyć tego zagrożenia. Mało tego, trzeba mieć świadomość, że tego typu wyzwań będzie coraz więcej, a najskuteczniej obronią się przed nimi potęgi, które mają budżety na walkę z nowoczesną bronią.

Przed nami kolejna edycja MSPO – oczywiście z udziałem Izby.

Sławomir Kułakowski − Wprawdzie nasze stoisko jest mniejsze, niż pierwotnie planowaliśmy, ale oczywiście nie mogło nas zabraknąć na tak ważnym dla branży wydarzeniu. Skoro mimo pandemii targi się odbywają, naszym obowiązkiem jest w nich uczestniczyć.

Czego najbardziej oczekuje dziś branża zbrojeniowa?

Sławomir Kułakowski − Chyba jak każdy − powrotu do normalności, a ponadto jasno określonego celu, usankcjonowanego wieloletnią, konsekwentnie realizowaną strategią. Jeszcze raz powtórzę: nie można lekką ręką odpuścić pierwszeństwa polskiego sektora zbrojeniowego w naszym regionie Europy. Ze względu na nieprzewidziane okoliczności termin osiągnięcia celu może się wydłużyć, ale dążenia i działania służące do jego realizacji nie mogą być zaniechane. Jeżeli zaprzestaniemy starań i prześcigną nas, powiedzmy, Ukraińcy, to z partnerami zagranicznymi będziemy już rozmawiać z zupełnie innego poziomu.

Rozmawiał Mariusz Gryżewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2021