Menu
polska literatura grozy

Kącik miłośnika historii z dreszczykiem: „Siódma dusza” i ,,Zabij mnie, tato”

Polska literatura grozy w ostatnich latach ma się nad wyraz dobrze. Pojawili się autorzy specjalizujący się w tym gatunku, kolejne książki ukazują się regularnie. Dziś przyjrzę się powieści „Siódma dusza” autorstwa Adama Wardziaka oraz „Zabij mnie, tato” Stefana Dardy.

„Siódma dusza” – weekend w gronie znajomych

Korzystając z nieobecności rodziców, nastoletni Marcin Myszkowski zaprasza znajomych na imprezę w domu niedawno zmarłego wujka. Dom po Antonim Mostowskim odziedziczyli rodzice młodzieńca i teraz nadarza się okazja do wieczoru filmowego i imprezowania po świt. Na miejsce przyjeżdżają znajomi Marcina i nowa koleżanka z Ukrainy. Wszystko zapowiada się bardzo przyjemnie do czasu, gdy Marcin zaczyna widzieć różne przerażające rzeczy. Z upływem czasu stary dom zaczyna pokazywać coraz więcej tajemnic, a wesoła zabawa zmienia się w walkę o przetrwanie. Okazuje się, że pan Antoni miał swoje sekrety, o których nikt w rodzinie Marcina nie wiedział.

Mało oryginalnie, ale smacznie

Czasami trudno określić różnicę między sztampą a składaniem hołdu klasycznym toposom gatunku. W tym przypadku jednak trudno nazwać książkę Adama Wardziaka wytworem całkowicie oryginalnym. Mimo że powieść obfituje w klasyczne toposy (imprezująca grupa młodych ludzi, którzy wpadają w nieliche tarapaty; stary, nawiedzony dom; upiorne wizje; bohaterka o parapsychicznych zdolnościach), nie bawi się nimi, nie zaskakuje. Książka kojarzy mi się ze straszną opowieścią przy ognisku albo internetową creepypastą. Nie jest dziełem wybitnym, a jej największą wadą jest brak oryginalności. Opowieść sama w sobie poprowadzona jest sprawnie – zaczyna się od tajemnicy, później zwalnia, a następnie zaczyna budować napięcie aż do punktu kulminacyjnego. W dodatku czuć, że książkę pisał miłośnik gatunku, co zawsze uważam za zaletę. Wprawdzie toposy nie są tu przedstawione w sposób oryginalny, ale jest ich tyle, że zamiłowanie Wardziaka do horroru jest ewidentne.

Niestety, odnoszę wrażenie, że „Siódma dusza” jest wyrazem spadku formy autora. Jego dylogia o zombie, choć również nie grzesząca oryginalnością, wyróżniała się. Najnowsza książka, choć jak wspomniałem przyjemna w odbiorze, nie wciąga tak jak perypetie grupy ocalałych walczących z żywymi trupami.

Jeśli lubią państwo creepypasty lub opowieści opierające się na schemacie grupy imprezujących nastolatków, to „Siódma dusza” nie powinna państwa zawieść. To tak klasyczna historia grozy jak to tylko możliwe, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Czyta się ją lekko i to jest najważniejsze. Nie każdy horror musi być kawiorem z jesiotra, czasami zwykła kanapka także może smakować. Pod warunkiem że jest dobrze przyrządzona, nawet jeśli niezbyt oryginalnie.

„Zabij mnie, tato” – kolejna tragedia w rodzinie

Stefan Darda to jeden z najlepiej znanych współczesnych polskich pisarzy zajmujących się powieściami grozy. W tym artykule przyjrzę się jednak napisanemu przez niego dreszczowcowi (lub, jak to się teraz przyjęło, thrillerowi) bez wątków fantastycznych, o przykuwającym uwagę tytule: „,Zabij mnie, tato”.

Zdzisław Mokryna, 40-letni, świeżo upieczony policjant emeryt przeprowadza się do małego miasteczka, Rykowa. Na miejscu wstępuje do pizzerii, gdzie poznaje prowadzące ją małżeństwo Szykowiaków. Szybko zaprzyjaźnia się z nimi i ich trzema córkami. Mało tego, staje się członkiem ich rodziny. Mokryna, któremu dotychczas nie wiodło się w życiu najlepiej, zaczyna czuć, że wreszcie znalazł swoje miejsce na ziemi. Mija kilka szczęśliwych lat. Pewnego dnia dwie panienki Szykowiakówny, zostawione przez starszą siostrę, w drodze do domu znikają. Ojciec (niedawno oskarżony przez najstarszą córkę o pobicie) i matka oraz Zdzisław są zrozpaczeni. Starsza siostra zaginionych obwinia się o zaistniałą sytuację. Czy dziewczynki wrócą do domu? I jaki wpływ to porwanie będzie miało na rodzinę Szykowiaków?

Wstrząsająco i wciągająco

Powieść zaczyna się w bardzo – że tak się wyrażę – „dardowym” stylu, świetnie widocznym chociażby w trylogii o domu na Wyrębach: długim wprowadzeniem, gdzie pierwsze skrzypce grają wątki obyczajowe. Nie przeszkadza mi to, ale czytelnik nastawiony na ciarki na plecach musi liczyć się z tym, że zanim przejdziemy do porwania, czekają nas rozmowy przy stole, wspomnienia z dzieciństwa, odwiedziny u znajomych, rodzinne spacery. Jest to jednocześnie najlżejsza część powieści. Później bowiem powieść staje się najmroczniejszą książką Stefana Dardy.

Po pierwsze dotyka prawdziwego problemu zwyrodnialców na wolności (proszę przypomnieć sobie, co działo się, gdy Mariusz Trynkiewicz wychodził z więzienia), bohaterowie muszą stawić czoła nie tylko porywaczowi dziewczynek, lecz także absurdom polskiego wymiaru sprawiedliwości. Autor wyraźnie traktuje omawianą powieść jako swoisty manifest przeciw pobłażliwemu traktowaniu niebezpiecznych przestępców pozbawionych hamulców moralnych.

Po drugie sama atmosfera jest przytłaczająca. Bohaterowie mają myśli samobójcze, popadają w histerię i rozpacz, ich szczęśliwe życie wali się w gruzy. Nie wiedzą, czy dziewczynki jeszcze żyją i czy nie spotkała ich jakaś krzywda. O ile w innych powieściach autora zagrożenie wynikało z obecności fantastycznych stworów i złych sił, tu jest realne i przygnębiające.

Czy „Zabij mnie, tato” ma jakieś wady? Pewne wątki z przeszłości bohaterów zasługiwały na większe rozwinięcie, nie każdemu będzie odpowiadał długi wstęp obyczajowy. Jednak jako całość powieść przygnębia, wstrząsa, wciąga. Tematyka i gatunek jest novum w twórczości Dardy, ale pisarz spisał się na medal. Miejmy nadzieję, że ta historia nigdy się nie urzeczywistni.

Stefan Dziekoński

Jedna odpowiedź do “Kącik miłośnika historii z dreszczykiem: „Siódma dusza” i ,,Zabij mnie, tato””

  1. Beata pisze:

    Nie znam tych autorów, ale brzmi nieźle. Wciągające historie – w sam raz na wakacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2020