Menu
Eliud Kipchoge

Niemożliwe nie istnieje, czyli „maraton” poniżej 2 godzin

Mentalność wybitnych sportowców zaprogramowana jest na wygrywanie i bicie kolejnych rekordów. Dążenie do pokonywania barier i fizycznych ograniczeń, poszukiwanie nowych sposobów, strategii czy technik dla poprawiania własnych osiągów, wydaje się być wpisane w DNA prawdziwych mistrzów. Kiedy za poprawianie rekordów świata, organizatorzy i sponsorzy imprez zaczęli wypłacać sowite premie, a Księga Rekordów Guinnessa otworzyła swe łamy dla wiekopomnych wyczynów, wszystko przybrało na intensywności. Mentalność i ambicja sportowców otrzymały wówczas dodatkowy bodziec do dokonywania rzeczy wielkich, jakich jeszcze nikt wcześniej urzeczywistnić nie zdołał.

Ważnym sprzymierzeńcem sportowców w walce o rekordy, jest postęp w obszarze technologii, pozwalający wypracowywać innowacyjne metody treningowe. Nie bez znaczenia jest też rozwój medycyny oraz poznawanie kolejnych związków przyczynowo-skutkowych procesów zachodzących w organizmie, dzięki czemu można go coraz efektywniej eksploatować. Wszystko to ma niebagatelne znaczenie dla podnoszenia wydajności i wydolności, czyli czynników niezbędnych do pokonywania barier, które w momencie ustanawiania – wydawały się niemal nie do złamania.

Jedną z granic, która od dziesięcioleci pobudzała wyobraźnię całej ludzkości i wydawała się nie do pokonania, było przebiegnięcie dystansu maratońskiego w czasie poniżej 2 godzin. Przez lata, granica ta stała się obiektem wzmożonych prób i starań najwybitniejszych biegaczy, bez sukcesu, aż do 12 października 2019 r. Niemożliwe nie istnieje…

Czego konkretnie dokonał Eliud Kipchoge?

Zanim szczegółowo omówiony zostanie wyczyn Eliuda Kipchoge, trzeba wyjaśnić pewną bardzo ważną kwestię. Kenijczyk przebiegł niedawno 42 195 metrów w czasie poniżej dwóch godzin, jednak ze względu na fakt, iż nie odbywało się to podczas, otwartej rywalizacji sportowej, światowa federacja lekkoatletyczna (IAAF), nie mogła uznać jego wyniku za oficjalny rekord. Istotne były tutaj również specyficzne warunki, o jakie zadbano od samego początku do końca. Precyzyjnie rzecz ujmując, można więc mówić o przebiegnięciu przez niego dystansu maratońskiego w czasie nie przekraczającym 120 minut.

Oficjalnie najlepszym czasem w historii, w jakim pokonano maraton, jest 2:01:39, który należy do… Eliuda Kipchoge. Ten usankcjonowany przez IAAF wynik, Kenijczyk uzyskał w 2018 r. w trakcie słynnego maratonu berlińskiego.

Człowiek na torze wyścigowym, czyli preludium i kulisy wielkiego wydarzenia

Eliud Kipchoge to wyjątkowy człowiek i fenomenalny sportowiec, bardzo mocno skoncentrowany na swoich celach. Nie bez powodu już w roku 2017 dostrzeżono w nim potencjał do zmierzenia się z barierą 2 godzin w biegu maratońskim. Przy współudziale firmy Nike powstał projekt Breaking 2, w którym po raz pierwszy założeniem było złamanie przez Eliuda magicznej granicy 120 minut. Niestety, żmudne przygotowania, przy wsparciu najlepszych speców od fizjologii i biomechaniki, zaowocowały wówczas na włoskim torze Formuły 1 (Monza) – „jedynie” czasem 2:00:25. Kipchoge nie poddał się. Najpierw, w prawdziwym maratonie w Berlinie, przeszedł do historii przebiegając ponad 42 km w czasie 2:01:39, po czym ponownie przystąpił do próby zejścia poniżej 2 godzin w specjalnie zainscenizowanych i jeszcze dokładniej przeanalizowanych warunkach. Tym razem partnerem wydarzenia postanowiła zostać brytyjska firma chemiczna INEOS.

Projekt INEOS 1:59 Challenge

Wokół tego projektu powstała niewyobrażalna wrzawa, INEOS 1:59 stał się marką czegoś wyjątkowego, czego żaden człowiek jeszcze nie dokonał i czegoś, co nadal wydawało się czymś nienamacalnym. Przekonanie, że to możliwe, nie opuszczało jednak głównego wykonawcy – Eliuda Kipchoge, który na miejsce bezpośrednich przygotowań treningowych, wybrał szutrowe trakty w kenijskiej wiosce Kaptagat. Ekipa zaangażowana w projekt uznała, że optymalnym miejscem na bicie rekordu, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne i długość geograficzną, będzie wiedeński Park Prater. Stworzono dla biegacza odpowiednio zbilansową dietę, uwzględniającą w ostatnich dniach poprzedzających start – przyswajanie m. in. dużej ilości węglowodanów.

Do samego końca nie był znany dzień i godzina, kiedy rozpocznie się realizacja projektu INEOS 1:59 Challenge, co warunkowano wyborem najlepszych warunków pogodowych, nad czym czuwała grupa meteorologów. Trasę wyznaczała pętla o długości 9600 m, z niewielkim przewyższeniem rzędu 2,4 m. Zaplanowano, iż bezpośrednio przed maratończykiem jechał będzie samochód, emitujący laserowe linie. Znaczniki miały przesuwać się z właściwą prędkością i, co istotne, wskazywać dokładne pozycje biegowe dla Eliuda oraz towarzyszących mu pacemakerów, czyli biegaczy nadających tempo. W tym gronie znalazło się ponad 40 sławnych długo- i średniodystansowców, którzy w układzie zmianowym, wspierali bohatera, tworząc dla niego, przy okazji, idealne warunki aerodynamiczne (ograniczając opory powietrza).

Tempo biegu wyznaczono dokładnie na poziomie 2:50 min./km, zakładano więc, że na półmetku trasy Eliud pojawi sie dokładnie po godzinie. Kolejnym założeniem było minimalne przyspieszenie Kenijczyka w drugiej części biegu, co miało skutkować osiągnięciem finalnego celu. Energetyczne żele i napoje miały być natomiast podawane z roweru. Specjalnie na tą okoliczność, firma Nike zaprojektowała i wykonała dla Eliuda Kipchoge „kosmiczne” buty, w jakich ubytek sił miał być najmniejszy. Zresztą detali, które zadecydowały o ostatecznym sukcesie maratończyka, było znacznie więcej, nic bowiem nie pozostawiono przypadkowi.

Zrobił to!

W sobotę, 12 października 2019 r., wszystko „zagrało” i Eliud Kipchoge – jak „po sznurku” (przepraszam – laserze), przemierzył dystans maratoński w czasie 1:59:40! Kluczowym czynnikiem pozytywnie oddziałującym na jego psychikę i będącym dodatkowym bodźcem motywującym, byli kibice. Świadomość, że z Kenii przyjechała dopingować go rodzina, także dodawała mu sił i skrzydeł. Wynik Eliuda jest imponujący, ale jeszcze większe wrażenie robią liczby, jakie składają się na ten czas. Kenijczyk przebiegł 42 195 m ze średnią prędkością 21,18 km/h, czyli 100 m pokonywał w tempie 17,2 sek. – tyle tylko, że zrobił to aż 422 razy! Było warto, bo na trasie kibicowało mu ponad 120 tysięcy osób, a na mecie czekał na niego wyjątkowy kibic – żona, w objęciach której utonął zmęczony, ale szczęśliwy Eliud.

Autor: Paweł Łukasik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2022